niedziela, 1 września 2013

15. No proszę, proszę. Kogo my tu mamy.

Rose siedziała właśnie na eliksirach. To była jej ostatnia lekcja, a dłużyła się niemiłosiernie. Ruda co chwilę sprawdzała godzinę na telefonie. Gdy nagle zabrzmiał dzwon wolności. Postanowiła najpierw sprawdzić co to za prezent zanim pójdzie do An, bo wiedziała, że przyjaciółka nie dała by jej żyć jak by od razu nie dowiedziała się co jest w pudełku. Przeszła szybko przez pokój wspólny by nikt jej nie zatrzymał. Wbiegła do dormitorium, podeszła do swojego łóżka. Odwiązała ostrożnie wstążkę i otworzyła pudełko. Odeszła krok trzymając dłonie na ustach. W pudełku była śliczna sukienka koloru lazurowego. Sięgała nieco ponad kolana, usypana była srebrnym brokatem od góry do 3/4 długości sukienki u dołu zwężający się w trójkąty. Wyglądało to jakby zwisały sopelki lodu. Wzięła ją w rękę, podeszła do lustra i przyłożyła do siebie. Nie mogła uwierzyć, że Lucas podarował jej tak śliczną sukienkę. Nie mogła się już doczekać, aż założy ją na siebie i pójdzie z nim na bal. Rose złożyła suknie do pudełka i poszła na obiad. Gdy weszła do Wielkiej Sali wzrokiem przeszukała stół Gryffonów, gdy zauwarzyła Lucasa od razu podeszła do niego.
- Miałam odpowiedzieć ci na kolacji, ale odpowiem ci teraz. Tak, tak pójdę z tobą na bal.
- To wspaniale. - Rose przytuliła się do swojego chłopaka. Szybko zjadła i popędziła na trening.

***********


- Spóźniona!!

- Miałam sprawę do załatwienia... Zaczynamy??
- Tak. Podzielcię się na dwie dróżyny. - Zaczęli grać mini mecz. James co chwilę się na każdego wydzierał. Chciał by każdy grał idealnie. Chciał wygrać ten mecz. - Rose! Postaraj się trochę!
- Staram!
- Za mało! - Atmosfera była napięta. Gdy po 4 godzinach gry, James był w miarę zadowolony, pozwolił iść graczą na kolacje.
- Odpuść trochę...
- Musimy to wygrać!
- To tylko głupia olimpiada! - James spojrzał na nią groźnie. Rose, że nie chciała się więcej kłócić wyszła z szatni. Gdy szła korytarzem przypomniała sobie jak złą przyjaciółką jest. Pobiegła szybko do skrzydła szpitalnego. Gdy weszła na końcu sali leżał tylko jakiś pierwszak, ale nigdzie nie widziała An. Podeszła do Pani Pomfrey.
- Przepraszam.
- Tak??
- Gdzie jest Anabelle Drank??
- Niestety ja nie mogę udzielić ci takich informacji. Zwróć się z tym pytaniem do Dyrektor McGonagall.
- Dobrze. - Rose szybko pobiegła do gabinetu Dyrektorki. Weszła po schodach i zapukała do drzwi.
- Proszę.
- Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam pytanie.
- Proszę, pytaj Rose.
- Gdzie jest Anabelle??
- Anabelle?
- Anabelle Drank...
- Aaa, tak. Wczoraj wieczorem zabrała ją babcia.
- Ale jak to. An czuła się już o wiele lepiej.
- Sprawy rodzinne Rosie, na pewno w najbliższym czasie odezwie się do ciebie. A teraz nie chce cię wyganiać, ale mam mnóstwo rzeczy do zrobienia.
- Tak, oczywiście. Dziękuję. Do widzenia.
- Do widzenia Rose. - Rudej wydawało się to dziwne, ale jedyne co jej pozostało to czekać na wieści od przyjaciółki. Poszła do dormitorium i od razu zasnęła. Musiała się wyspać jutro dwa ważne wydarzenia - Olimpiada i Bal.

**********


Skorpius wszedł do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Zobaczył znajomą mu postać przy kominku.

- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy.
- Scor! - Ucieszyła się dziewczyna i odwróciła do niego.
- Lola. - Podszedł i przytulił przyjaciółkę.
- Jak ja cię długo nie widziałam. - Zamachnęła się i walnęła Skorpiusa w ramię. - Co się nie odzywasz całe wakacje?!
- Przepraszam, a co w tym roku tak późno?? Pamiętam, że Séraphin zawsze się spóźnia, ale ty??
- Sprawy rodzinne. - Skorpius usiadł na kanapie i poklepał miejsce obok siebie.
- Chętnie wysłucham. - Dziewczyna usiadła koło niego.
- Moi rodzice się rozwiedli.
- To nie ciekawie...
- Mama się wyprowadziła do moich dziadków, a tata został.
- A ty??
- A ja na walizkach. - Skorpius zrobił minę, że nie rozumie. - Miesiąc wakacji jestem u mamy, a resztę u taty.
- A święta??
- Kazali mi wybrać z kim chce je spędzić, tak samo jak ferie.
- Co wybierasz??
- Zostaje w Hogwarcie. Albo obydwoje mnie ma, albo żadne.
- Zostanę z tobą.
- Nie. Jedź do rodziny. Larissa ze mną zostanie.
- A właśnie gdzie ona jest??
- Séraphin "poprosiła" ją by pojechała z nią do Hogwartu. Wiesz nie ma kto jej walizek nosić...
- Czemu Larissa tak jej się daje??
- Dobrze wiesz, że jej rodzice są pod władzą rodziców Séraphin, a rodzice Séraphin pod jej władzą.
- A twoi nie??
- Zrezygnowali, w sensie mama. Tata nadal u nich pracuję.
- A mama??
- Pracuję w Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
- Chodź tu. - Przytulił Lole do siebie. - Będzie dobrze.
- Wiem.
- Ach no tak, zapomniałem, że jesteś mega optymistką.
- I mam najlepszego przyjaciela na świecie.
- Szkoda tylko, że Séraphin zabrania ci się ze mną kontaktować.
- Boi się, że któraś z nas zabierze jej ciebie.
- Hehe.
- Co w tym takiego śmiesznego??
- To, że ona boi się was. - Lola zaśmiała się lekko. - Co tak słabo? - Skorpius uśmiechnął się tak jak zawsze, gdy chciał ją połaskotać.
- Skor nie! Nie waż się! Bo zacznę się tak drzeć, że wszystkich obudze. - Skorpiusa nie przekonały te argumenty i zaczął ją łaskotać. Dziewczyna wiła się pod nim i darła, by przestał. On jednak nie miał zamiaru. Gdy wreszcie wyrwała się i ześlizgnęła z kanapy. Zaczęli obydwoje się śmiać. Skorpius usiadł koło niej na podłodze i zaczęli sobie opowiadać jak spędzili wakacje.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Jak widzieliście, w zakładce "Bochaterowie" pojawiły się trzy nowe postacie. Niedługo będzie o nich o wiele więcej. Mile widziane komentarze i te pozytywne i negatywne. O wiele lepiej się pisze, gdy wiadomo czy komuś się to podoba. Więc proszę o komentarze :D

czwartek, 1 sierpnia 2013

14. Miałeś pytanie. Jakie??

Słońce leniwie wspinało się po niebie. Skorpius szedł brzegiem jeziora. Usłyszał cichutki szloch. Poszedł w tamtą stronę. Przy brzegu znalazł czerwono-włosom piękność. Siedziała skulona z podciągniętymi kolanami do brody. Cicho podszedł i usiadł koło niej. Delikatnie założył jej włosy za ucho. Dziewczyna nawet nie drgnęła, zaczęła jedynie mocniej płakać. Skorpius objął ją ramieniem i przybliżył do siebie. Gryffonka wtuliła się w niego.
- Wszystko będzie dobrze Rosie… - Powiedział troskliwie.
- Scor… nic nie będzie…
- Ciii… - Przerwał jej – Wszystko się ułoży. Nie myśl o tym teraz. – Rose mocniej się w niego wtuliła. Chłopak zaczął gładzić ją po włosach. Czuł się jak by miał wszystko. Czuł…

- Wstawaj! Już późno!
- Ashton??
- Nie, dobra wróżka. No jasne, że ja, a kto inny!
- Nikt…
- Wstawaj, zaraz śniadanie, a jutro wielkie wydarzenie!
- Weekend??
-Nie! Olimpiada!
- I tak nie mogę grać…
- Ale masz pewność, że wygracie.
- Co ty masz taki dobry humor od rana??
- Nie mam pojęcia stary, ale co tam! Ważne, że jest! – Skorpius pokręcił głową. Wstał z łóżka i skierował się w stronę łazienki.     

******

Rose otworzyła leniwie oczy, ___________________________________________________________________________________________________. Czuła się już o wiele lepiej. „Może za ostro potraktowałam Malfoya?” „Nie! Zasłużył na to!” Kłóciła się w myślach. Zrezygnowana wstała i poszła do łazienki. Po 15 minutach wyszła odświeżona, ubrana i uczesana. Spojrzała smutno na puste łóżko Anabelle. Postanowiła odwiedzić ją po lekcjach. Gdy przechodziła przez Pokój Wspólny zatrzymał ją James.
- Musimy dzisiaj zrobić trening. Już jutro olimpiada.
- Bez obaw uda nam się. – Powiedziała sztucznie wiedząc, że musi przegrać ten mecz.
- Na pewno! Przecież mamy ciebie i oczywiście mnie. – Uśmiechnął się zalotnie.
- Fuu… Jestem twoją kuzynką! – Zaczęli się śmiać. Czuła się wspaniale. Gdy odchodziła James złapał ją za rękę i odwrócił.
- Rosie… Przepraszam. – Powiedział szeptem.
- Co? Chyba cię nie usłyszałam. – Uśmiechnęła się złośliwie.
- Przepraszam. – Powiedział głośniej. Podszedł do kuzynki i przytulił ją. W tle można było wyraźnie usłyszeć „oooo” na co kuzynostwo zaczęło się śmiać.
- Idziesz na śniadanie??
- Nie dzięki, nie jestem głodna.
- Ok. To widzimy się na treningu. – Ruda wyszła na korytarz i okrężną drogą powędrowała pod salę do transmutacji. Po drodze spotkała Lucasa. Jej szczęście szybko prysło.
- Rosie. – Powiedział z wielką ekscytacją.
- Lucas. – Powiedziała znudzona.
- Wiem, że możesz być zła za wczoraj, ale odpowiedz mi na jedno pytanie. Bym zapomniał najpierw prezent. – Wyciągnął w jej stronę spore pudełko ładnie zapakowane.
- Co to?? – Spojrzała na niego podejrzliwie.
- Zobaczysz.
- Miałeś pytanie. Jakie??
- Pójdziesz ze mną na bal?? Nie każę odpowiadać ci teraz. – Powiedział szybko. – Odpowiedz mi na kolacji, ok??
- Dobrze. – Ruda odwróciła się na pięcie i poszła zanieść podarunek do dormitorium. Odłożyła paczkę na łóżku „ Po lekcjach zobaczę” i skierowała się jak najkrótszą drogą na lekcje.

*****



- Anabelle wstawaj.
- Babcia?? Co tu robisz??
- Zabieram cię do domu.
- Ale jak to?? Czuję się już lepiej.
- Wyjaśnię ci wszystko na miejscu. Idziemy.
- Dobrze tylko się spakuję i powiem Rose…
- Nie ma czasu! Idziemy teraz.
- Daj mi się chociaż przebrać z pidżamy.
- Szybko. – Po 5 minutach An wyszła już ubrana zabrała swoje rzeczy i poszła za babcią do wyjścia.
- Profesor McGonagall wie??
- Tak, poinformowałam ją o tym. – Blondynka chciała napisać sms z wyjaśnieniami do przyjaciółki, ale po całej nocy przeglądania stron z ciuchami bateria jej padła.
- Mogę na sekundę wrócić się po ładowarkę?? Pliska…
- Nie. Idziemy. – Wyszły poza mury Hogwartu. – Złap mnie za rękę. – An chwyciła rękę swojej babci i teleportowały się na ciemną i nieprzyjemną ulicę.
- Babciu, gdzie jesteśmy.
- W tymczasowym schronieniu. Zostaniemy tu przez tydzień. – Skierowały się w stronę najmniej rozwalającego się domu. – To jest twój nowy dom na ten czas.
- Imponujący. – Powiedziała szeptem i weszła do domu (czyt. Ruiny). 

wtorek, 9 lipca 2013

13. A ty co, wróżbita??

Za oknami zaczęło się ściemniać. Rose nie miała ochoty iść na kolacje. Leżała w pokoju z głową w poduszce i płakała. Nie mogła powstrzymać napływających jej do oczu łez. Usłyszała lekkie pukanie do drzwi. Osoba ta nie czekając na odpowiedź weszła do pokoju.
- Hej An, ja… Rosie?? Co się stało?? – Zapytał niepewnie Hugo.
- Wyjdź!!
- Ale…
- Wyjdź!! – Nie zdążył nic więcej powiedzieć, gdy dostał poduszką i wyszedł. Po drodze do pokoju wspólnego spotkał Jamesa.
- Co jest Rose??
- Mnie się pytasz przecież to twoja siostra…
- Ale… już nic..
- Zaraz… płacze w pokoju??
- Tak. – James ruszył w stronę dormitorium dziewczyn.
- O co chodzi?? – Powiedział pod nosem Hugo i ruszył w stronę dormitorium. James wpadł bez jakiego kol wiek uprzedzenia do pokoju i podszedł do łóżka rudej.
- Mówiłem ci, że tak będzie!! Ostrzegałem!! Teraz nie przychodź do mnie z płaczem!!
- Jak byś nie zauważył to ty do mnie przyszedłeś i nie płaczę przez niego kretynie. – Rose odepchnęła go i pobiegła w stronę błoni. Niebo było już czarne, pokryte milionami święcących gwiazd. Księżyc odbijał się w tafli jeziora oświetlając błonia. Większość osób było już w pokojach wspólnych, nieliczni jeszcze dojadali kolację. Nikt nie widział Rose jak biegnie. Podbiegła do pomostu i stanęła na samym końcu z zamiarem skoczenia. Nie zauważyła, że ktoarzyła _________________________________________________________________________________________________________________ś był nad brzegiem jeziora.
- Aż tak źle??
- Ashton? Co tu robisz??
- Lubię popatrzeć na gwiazdy. A u ciebie co, wody zabrakło w dormitorium?? – Rose lekko zaśmiała się przez łzy. – Nie warto…
- Skąd wiesz??
- Jesteś jeszcze młoda. Całe życie przed tobą będziesz miała jeszcze przystojnego męża, gromadkę dzieci. Nie jeśli skoczysz.
- A ty co, wróżbita??
- Nie, ale to jest do przewidzenia, chociaż może… - Podszedł do początku pomostu.
- Nie podchodź bliżej.
- Trytony podobno są bardzo nie przyjemne, raczej się z nimi nie zaprzyjaźnisz. – Podszedł dwa kroki i wyciągnął do niej dłoń. – Złap mnie za rękę. – Rose złapała go i w tym momencie pociągnął ją do siebie. Ruda wtuliła się w niego i zaczęła płakać. Ashton zaczął gładzić ją po głowie i uspokajać. – Mam pomysł. Chodźmy na herbatę.
- Co?? – Złapał ja za rękę i pociągnął w stronę zamku. Gdy weszli do kuchni skrzaty od razu zaczęły ich obskakiwać i wypytywać „Co podać?”.
- 2 herbaty jak można. – Ashton usiadł z rudą na niedaleko stojących krzesłach. Po chwili podszedł do nich skrzat i podał im herbatę. Siedzieli w ciszy, którą przerwał blondyn.
- Co skłoniło słynną Rose Weasley do takiego samobójczego czynu??
- Problemy…
- To chyba dość poważne, wiesz ja mam często rano dylemat jak ułożyć włosy, ale nie skacze od razu z okna. – Uśmiechnął się na co Rose odpowiedziała tym samym.
- Przecież macie dormitorium w lochach. Macie tam okna??
- Przejrzałaś mnie. A tak serio co się stało??
- Problemy z chłopakiem.
- Jakie?? – Gdy spojrzał na minę rudej od razu dodał. – To inaczej. Jak się czujesz będąc z nim?? – Rose lekko zdziwiła się.
- Na początku było jak z bajki, znaczy teraz też tak jest, ale to męczące…
- Jak z bajki, ale cię to męczy? Nie rozumiem…
- Jest zbyt idealnie, monotonie…
- Chciała byś jakiegoś zaskoczenia, spontaniczności??
- Dokładnie.
- To czemu nie zakończysz tego??
- Może to dziwne, ale nie chcę. Chyba czuję coś do niego. To takie w pewnym sensie przywiązanie…
- Przyzwyczajenie. – Wtrącił. Rose kiwnęła głową potwierdzając jego słowa.
- Już późno. Odprowadzę cię pod portret.
- Dobrze. – Gdy wyszli z kuchni Rose zaczęła się lekko trząść z zimna. Ashton zdjął swoją marynarkę i okrył Rose.
- Dziękuję. – Szli w ciszy, gdy stanęli pod portretem ruda odwróciła się do niego. – Dziękuję, że uratowałeś mi życie…
- Nie ma za co.
- To dziwne, że jesteś Ślizgonem. – Ashton zaśmiał się lekko.
- Dużo osób mi to mówi.
- Jakim cudem przyjaźnisz się z Malfoyem?
- On się tylko chowa, robi to co mu każe ojciec. Jest taki jak on chce żeby był. Naturalnie jest zupełnie inny. Nawet da się go znieść. – Rose uśmiechnęła się. – Leć już spać.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
- Mam prośbę!! – Krzyknęła za nim.
- Hmmm??
- Może to dziwne, ale przekaż Skorpius’owi dobranoc o de mnie.
- Przekaże. – Uśmiechnęła się, podała hasło i weszła do środka Pokoju Wspólnego. Dopiero wtedy zauważyła, że ma jego marynarkę „Oddam mu jutro” pomyślała i poszła do dormitorium.

********



Ashton wszedł do dormitorium. Już zamierzał się położyć spać, gdy Malfoy do niego zagadał.
- Co tak długo byłeś??
- Spotkałem kogoś.
- Kogo??
- Powiem ci jutro. Dobranoc.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
- Przecież już mi powiedziałeś dobranoc.
- Ale to drugie na prośbę kogoś żebym ci przekazał.
- Kogo??
- Rose.
- Co??
- Idź już spać. – Ashton okrył się kołdrą i odwrócił na bok. Skorpius jeszcze chwilę myślał nad słowami przyjaciela i zasnął. 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

12. Złap mnie za rękę.

Skorpius stał pod Wielką Salą czekając na Rose . Była już spóźniona pół godziny.
- A podobno Gryffoni są punktualni. – Powiedział pod nosem Skorpius. Rose była mocnym wyjątkiem tego. Spóźniała się często.  W oddali zobaczył sylwetkę dziewczyny. Od razu poznał, ze to Lisica po jej „płonącym” kolorze włosów.
- Spóźniłaś się.
- Wiem.
- Żadnych wytłumaczeń??
- Niby kim dla mnie jesteś, ze mam ci się tłumaczyć?!
- Lisica wstała lewą nogą??
- Nie. To ty jesteś taki irytujący. – Blondyn wiedział, że Rose ma zły humor i że to będzie długi dzień, ciężki dzień.  – Idziemy czy będziemy tu stać jak kołki?!
- Idziemy.  – poszli w stronę Wyjścia z zamku. Po drodze nie uniknęli ciekawskich spojrzeń i komentarzy typu „ Oni są parą?!”. Rose dobrze wiedziała jak to musi wyglądać. Ona i Skorpius nienawidzili się jeszcze przed pójściem do Hogwartu. Tutaj dopiero ich nienawiść rozkwitła i stali się wrogami numer jeden. Taki widok był zdecydowanie nie codzienny. Po sprawdzeniu listy przez McGonagall uczniowie ruszyli do Hogsmeade.

*********

Drzwi do skrzydła szpitalnego lekko się uchyliły. An usłyszała tylko cichy szept „Poszła”
- Tak poszła. – Do jej łóżka podszedł James. – Masz towar??
- Tak. – James wyciągnął ręce do dziewczyny. Trzymał w nich coś zapakowanego w serwetki. An wzięła „paczkę” od Pottera i powoli odsłoniła. Były tam tosty z dżemem.
- Potter nie sądziłam, że to powiem, ale kocham cię. – An uśmiechnęła się. – Mam już dosyć tej jej owsianki i miksowanych obiadów. – Blondynka zaczęła zajadać się tostami.
- Spróbuje p obiedzie przynieść ci coś normalnego do jedzenia.
- Dziękuję. A teraz idź bo spóźnisz się do Hogsmeade.
- Nie idę.
- Jak to??
- Nie mam z kim. Posiedzę tu z tobą. Wiesz mam do napisania esej z transmutacji.
-Jak mi przykro. Muszę odpoczywać. – On uśmiechnęła się zadziornie.
- Tak mi się odwdzięczasz za śniadanie??
- Powiedziałam coś o tobie miłego. Wystarczy na dzisiaj „Dnia dobroci dla Jamesa”. – Pokazał jej język, na co Anabelle nie była dłużna. – Cały dzień masz zamiar mnie tu męczyć??
- Tak. A Rose gdzie??
- Poszła do Hogsmeade.
- Z kim?? Lucasem??
- Nie.
- To z kim?!
- Nie unoś się bo ci nic nie powiem. Z Malfoyem.
- Że co?! – James gwałtownie wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz?!! James!!
- Co to za hałasy?? – Z gabinetu wyszła pielęgniarka.
- Nic. – An okryła się kołdrą i udawała, że zasypia.

*********

- Gdzie chcesz teraz iść??
- Chodźmy na łąkę odpocząć.
- Ok. – Poszli kilka kroków, gdy podbiegł do nich zdyszany James i złapał Rose za rękę.
- Co ty tu robisz z tym dupkiem?!
- James!! Puść mnie!!
- Potter nie wtrącaj się w nie swoje sprawy.
- Siedź cicho Malfoy. Po co ją zapraszasz do Hogsmeade?!
- James!!
- Nie ja ją, tylko ona mnie.
- Myślisz, że ci uwierzę?!
- Ale to prawda!
- Co?!
- Ja go zaprosiłam!
- Postradałaś rozum?! Masz z nim nie gadać! Idziemy do Hogwartu – Wziął Rose za rękę i pociągnął w swoją stronę.
- Nie! Nie będziesz mi mówił co mam robić! Nie jesteś moim ojcem!
- Ale mam cię pilnować!
- Mam 16 lat!! Ty idziesz ze mną. – Wzięła Skorpiusa za rękę. – A ty. – Zwróciła się do Pottera. – Idziesz w przeciwną stronę.
- Nie.  – Rose stanęła blisko niego i niebezpiecznie zwęziła wzrok.
- Nie denerwuj mnie nawet. – Pociągnęła blondyna w stronę łąki. „Nie mam zamiaru marnować reszty dnia na tę smarkule”  pomyślał James i korzystając  z okazji poszedł do Miodowego królestwa.
- Malfoy to jest ciężkie, poniósł być trochę.
- Poszedłem z tobą nie po to by być twoim tragarzem.
- Ale z ciebie dżentelmen…
- Jestem Malfoy i jestem dżentelmenem. – Dokładnie podkreślił swoje nazwisko.
- Jestem Weasley. – Zaczęła go przedrzeźniać. – I nie zauważyłam tego… - Powiedziała żartobliwie. Malfoy zauważył, że dla tak małej Gryffonki taka torba to naprawdę ciężar, nie to co dla niego.
- Daj tę torbę. – Wziął od niej i zarzucił na ramię. Rose miała zdziwioną minę.
- Lucas idzie.
- Złap mnie za rękę.
- Co?! – Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, gdy blondyn złapał ją za rękę. Czuła się nie swoją idąc przez ulicę Hogsmeade i trzymając za rękę swojego wroga. Malfoy potrząsł lekko jej ręką i uśmiechnął się tym samym pokazując jej, że ma przynajmniej udawać, że się dobrze bawi. Rose wymusiła uśmiech. Lucas przeszedł obok nich obojętnie. Nie spojrzał nawet w stronę swojej dziewczyny. Tak jakby jej nie widział, albo nie chciał widzieć.  Rose szybko uśmiech zszedł z twarzy i posmutniała.
- Co to za mina??
- Nic. Żadna. – Rose znowu wymusiła uśmiech.
- Naprawdę tak ci na nim zależy?? – Powiedział to z ironią czego szybko pożałował.
- A co ty możesz o tym wiedzieć?! Muszę już iść. Chciała bym powiedzieć, że świetnie się bawiłam, ale nie będę kłamać. – Szybkim ruchem wzięła od niego torbę i poszła szybciej do przodu. Z ruchów jej rąk Skorpius wywnioskował, że wycierała łzy. „Ona naprawdę go kocha” pomyślał i poszedł wolnym krokiem do przodu. 

niedziela, 2 czerwca 2013

11. Cóż za inteligentny romantyk mógł to napisać??

Rose biegała po całym zamku jak wariatka. Starała się wszystkich wymijać lecz nie zawsze jej się to udawało, to jednak ją nie zatrzymywało. Biegła dalej rzucając tylko krótkie „Sorry”. Nikt nie wiedział gdzie czerwono-włosa piękność biegnie. W końcu zdyszana i zrezygnowana stanęła.
- Gdzie tak biegasz rudzielcu?!
- Malfoy! Szukałam cię. – Blondyn mocno się zdziwił.
- Mnie??
- Pójdziesz ze mną do Hogsmead??
- Ja z tobą?! Lecz się.
- No proszę. – Rose zrobiła minę podobną do kota ze shreka.
- Po co?!
- Bo chce.
- Czemu chcesz??
- Potrzebuje…
- Jak mi powiesz czemu, nie zależnie od powodu, pójdę z tobą.
- Chce żeby Lucas był zazdrosny. Zadowolony?
- Pójdę z tobą pod jednym warunkiem.
- Jakim?!
- Na olimpiadzie przegracie mecz z Ślizgonami.
- A co chcesz się dowartościować??
- Potrzebuje by Ślizgoni wygrali. Jasne?
- Wiesz dobrze, że nie muszę się zgadzać na twoje warunki.
- A to niby czemu??
- Bo nie jesteś jedynym chłopakiem w Hogwarcie.
- Jestem jedynym, który tak bardzo wkurzy Lucasa i sprawi, że będzie ostro zazdrosny. – Ruda po dłuższym namyśle głęboko odetchnęła.
- Nie zgadzam się.
- Ujmę to inaczej, albo pójdziemy razem do Hogsmead i przegracie mecz, albo ktoś małą Potterówne bardzo skrzywdzi.
- Nie tkniesz Lilly. James ci na to nie pozwoli.
- Czyżby?? Jak na razie zauważyłem, że James troszczy się tylko o swoją kuzyneczkę.
- Zgoda, ale tylko zbliż się do Lilly, a zobaczysz co to znaczy wkurzyć lisice. – Skorpius wyciągnął do Rose rękę. Ruda głęboko odetchnęła i uścisnęła jego dłoń.
- O 10:00 pod Wielką Salą. Nie spóźnij się
- O 11:00 pod Wielką Salą i lepiej się nie spóźnij. – Rose zwinie wyminęła blondyna i poszła w swoją stronę.

**********

An spała w dormitorium, po chwili do okna zaczęła stukać mała sowa.
- Idź sobie, nie otworze ci!! – Sówka zaczęła mocniej pukać i piszczeć. – Co za małe stworzenie szatana. – An wstała i otworzyła jej okno, odwiązała list i niemalże wepchnęła jej ciastko do dzióbka. – Udław się!! – Zamknęła okno i usiadła na swoim łóżku, by odczytać list.

„Anabelle pójdziesz ze mną jutro do Hogsmead?? Jeżeli tak to o 12:00 pod portretem Grubej Damy.”

- Jak baranie mam, gdzie kol wiek z tobą iść skoro nie wiem kim jesteś?!!
- Do mnie mówisz?? – Do pokoju wpadła wściekła Rose.
- Ty pierwsza. – Powiedziały na raz do siebie przyjaciółki.
- Musze iść z Malfoyem do Hogsmead, a do tego przegrać mecz na olimpiadzie z Ślizgonami.
- Myślisz, że naprawdę zrobi coś Lilly??
- Nie wiem, wole nie ryzykować. Zaraz, skąd ty to wiesz??
- Nie wiem. Po co idziesz z Malfoyem do Hogsmead??
- Żeby Lucas był zazdrosny. A tobie co??
- Małe stworzenie szatana mnie obudziło przynosząc beznadziejny list. – An podała kartkę rudej.
- Uuu… Anabelle idzie na randkę z tajemniczym wielbicielem??
- Nigdzie nie idę, a jak to pedofil?? Jestem za młoda i za ładna, by zginąć!
- Wybacz nie pomogę ci mam tortury z tlenionym szympansem. Ani trochę nie jesteś ciekawa kto to jest??
- Jestem! I wiesz co? Pójdę z nim, chociażby tylko dla tego, że nie mam z kim iść, a tak źle przecież nie może być. Nie?
- Raczej nie. Najgorszy i tak idzie ze mną…
- Jak już z nim idziesz wykorzystaj go. – Ruda uśmiechnęła się szyderczo. Nagle An gwałtownie złapała się za głowę.
- Nic ci nie jest??
- Strasznie boli mnie głowa.
- Chodź do Pomfrey. – Rose złapała przyjaciółkę pod ramię i poszły do Skrzydła Szpitalnego.

*************

- To co stary idziemy jutro do Hogsmead??
- Nie mogę.
- Czemu??
- Idę z Rose.
- Nie gadaj. Zaprosiłeś ją??
- Nie, to ona mnie zaprosiła.
- Może lisica leci na ciebie.
- Nie, chce po prostu żeby Lucas był o nią zazdrosny. Z resztą nie ważne jaki powód, ważne, że dzięki niej Lilly pójdzie ze mną na bal.
- Poszedłeś z nią pod warunkiem, że przegra mecz??
- Tak.
- Ty romantyku.
- A właśnie widziałeś Kendre?? Mam do niej sprawę.
- Kręciła się ostatnio na błoniach.
- Pójdę jej poszukać.

*******

- Co z nią będzie. – Pytała zmartwiona Rose
- Nic jej nie będzie Rose. Jest bardzo osłabiona i musi dużo odpoczywać.
- Ile?!– Krzyknęła An.
- 3 dni u mnie poleżysz, a potem się zobaczy.
- 3 dni!! A co z pójściem do Hogsmead?!
- Zdrowie jest najważniejsze.
- Ważne, ale nie najważniejsze!!
- Raz jak nie pójdziesz do Hogsmead nic ci się nie stanie.
- Pani nie wie co mówi!
- Masz odpoczywać koniec i kropka! – Starsza kobieta poszła do swojego gabinetu. Gdy tylko zamknęła drzwi An zaczęła ją wyklinać.
- Wow! Nigdy nie słyszałam żebyś się wyraziła tak o jakiej kol wiek starszej osobie, pomijając Jamesa.
- Rose i jak ja się dowiem kto chciał mnie zaprosić??
- Na pewno tak szybko nie zrezygnuje i jeszcze będzie chciał się spotkać.
- Pewnie tak. Idź już zanim ta stara ropucha cię wygoni. – Rose przytuliła się do przyjaciółki.
- Jutro po śniadaniu przyjdę. Zdrowiej.
- Ok. Papa. – Gdy przyjaciółka wyszła An od razu poszła spać. Rose poszła do dormitorium, umyła się, przebrała w pidżamę rozczesała włosy i poszła spać. Rano Anabelle czuła się jak nowo narodzona.
- Jak już wstałaś, przyniosę ci śniadanie, a potem leki.
- Czuje się już dobrze. Mogę iść do Hogsmead??
- Nie.
- Czemu?!
- Bo masz odpoczywać.
- Niszczy mi pani dzieciństwo!! Muszę jeszcze wybrać sukienkę na bal!
- Jak nie zaczniesz odpoczywać to i na bal cię nie puszczę.
- Nie odważy się pani!
- Założymy się?? – Po tych słowach pielęgniarka dała An miskę owsianki i poszła do swojego pokoiku po leki.
- Fu, nie zjem tego.- Blondynka podeszła do doniczki stojącej na parapecie, łyżką rozkopała trochę ziemie i wlała tam zawartość miski. Przyklepała ziemią i szybko wróciła do łóżka. Sięgnęła z kieszeni po telefon i napisała sms do Rose. Zrezygnowana położyła się i wtedy zobaczyła, że na stoliczku obok jej łóżka leży koperta. Otworzyła ją i szybko przeczytała zawartość.

„ Jak wrócisz do zdrowia daj znać”



Ani na kopercie, ani na liście nie było nic więcej napisane.
- Cóż za inteligentny romantyk mógł to napisać?? – Powiedziała do siebie pod nosem. Usłyszała, że drzwi od pokoju Pomfrey się otwierają. Szybko schowała list pod kołdrę i udawała, że śpi by nie brać leków. Nie wiedziała kiedy naprawdę zasnęła. 

piątek, 17 maja 2013

10. Szkoda Malfoy, że nie mogę powiedzieć tego samego o tobie.



Rose i James punktualnie poszli na boisko do Quiddicha. Gdy byli niedaleko usłyszeli krzyki. Szybko pobiegli w tamtą stronę.
- Malfoy co ty tu robisz?? – Rose zaczęła wrzeszczeć na Skorpius'a.
- Jak nie wiesz rudzielcu to my zarezerwowaliśmy sobie boisko.
- Kup sobie okulary tleniony szympansie, tu jest wyraźnie napisane „Sobota, godzina 15:00 – Gryffindor trening. – Rose zaczęła wymachiwać mu kartką przed twarzą.
- Wyjdziesz sam czy może ci pomóc Malfoy??
- Policzymy się później Potter. – Wysłał jeszcze tylko ostrzegawcze spojrzenie do Rose i poszedł.
- Dobra, nabory do drużyny.
- Potrzebujemy jednego pałkarza i jednego obrońcę.
- Wskakujcie na miotły i zobaczymy jak sobie poradzicie. – Po godzinie treningu Rose i James zeszli na ziemie przedyskutować kogo wybrać.
- Ok, mamy wyniki.
- Naszym pałkarzem zostaje Adams Dord, a obrońcą Julie Fils. Gratulację.
- Jutro o 9:00 trening. Nie spóźnijcie się. – Ruda pożegnała się z James’em i pobiegła szukać Lucasa.
- Hej An.
- Hej.
- Widziałaś Lucasa??
- Tak na drugim piętrze jest. Akurat tam idę. – Dziewczyny szły razem w pewnym momencie An skręciła. Rose poszła dwa kroki dalej i zobaczyła Lucasa i Sashe. Szybko pobiegła do An.
- Chodź szybko. No szybciej.
- O co ci chodzi? – Stanęły za rogiem i przyglądały się temu zdarzeniu.
- O czym oni gadają??
- Zaprasza ją jutro o 9:00 do Hogsmead.
-Skąd wiesz??
- Usłyszałam jak mówił. Ty nie??
- Nie… mniejsza o to. Jakim prawem on idzie z nią do Hogsmead?! Miałaś racje, on kręci z Sashą.
- Przykro mi.
- A mi nie. Pozna wściekłą lisice i pożałuję tego szybciej niż myślisz…
- O nie… Zazdrosna Rose… To się nie skończy dobrze. Ruda gdzie idziesz?!
- Muszę coś załatwić… Spotkamy się później!!
- Nie zrób głupoty… - Powiedziała An pod nosem. Nagle zakręciło jej się w głowie i przykucnęła przy ścianie.
- An nic ci nie jest??
- James. Nie tylko zakręciło mi się w głowie. Już mi lepiej. – Potter pomógł wstać Annabelle. – Dziękuję.
- Nie ma za co. Taka moja rola twojego bohatera  - James uśmiechnął się uwodzicielsko do An.
- Spadaj Potter. – An uśmiechnęła się do niego. Po chwili minęła go i poszła w stronę biblioteki.

******


- Lilly słoneczko ty moje. Jak dobrze cię widzieć.
- Szkoda Malfoy, że nie mogę powiedzieć tego samego o tobie.
- Jak ja kocham twoje poczucie humoru.
- Czego chcesz??
- Czy muszę czegoś chcieć, by zagadać do mojej ulubionej Potter'ówny??
- W takim razie już pójdę.
- Czekaj. – Skorpius złapał ją za rękę i pociągnął w swoją stronę. Ich twarze dzieliła odległość 16 kartkowego zeszytu. Lilly po chwili ocknęła się i odsunęła od Malfoya.
- Co chcesz??
- Pójdziesz ze mną na bal??
- Ja? Z tobą? Walnąłeś się w głowę??
- Tak ty ze mną. Nie, nie walnąłem się w głowę. Bardzo chcę iść z tobą na bal.
- Idź lepiej do skrzydła szpitalnego.
- Chce iść z tobą na bal. Towarzyszyć ci w tańcu. Objąć w tali i…
- Zabieraj tą małpią mordę.
- No proszę chodź ze mną.
- Hmmm… - W głowie Lilly zaczął się tworzyć pewien plan. – Ok.
- Tak. – Ucieszył się Skorpius.
- Pod jednym warunkiem.
- Co!? – Malfoy spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Niedługo jest olimpiada.
- Tak i???
- Musicie wygrać mecz z Gryfonami.
- Co?!
- Tak właśnie.
- Wiesz, że nie mogę grać na olimpiadzie w drużynie??
- A to niby czemu??
- Nic, bójka i tyle.
- To postaraj się żeby twoja drużyna wygrała. - Lilly uśmiechnęła się szyderczo. - Powodzenia słońce. – Powiedziała to przesadnie akcentując ostatnie słowo. 

piątek, 10 maja 2013

9. Co ty z nim robiłaś??



- Idzie Lucas. Schowaj się.
- Ok.
- Hej Rosie. – Lucas podszedł do rudej i pocałował ją. – Gdzie An??
- Co cię to?? – Rose spojrzała na niego pytająco.
- Nic. Widziałem jak wychodzisz z nią z Wielkiej Sali, to się dziwie czemu nie ma jej z tobą.
- Poszła… na chwilę… eee… do dormitorium. Tak poszła na chwilę do dormitorium… po ten… tego… książkę… poszła po książkę. – Ruda jąkała się, ale wybrnęła z tej sytuacji. – To co tam u Sashy??
- Od kiedy interesuje cię Sasha??
- Od kiedy jest twoją znajomą. Ty się An też interesujesz. – „ ta rozmowa zmierza w złym kierunku” Pomyślała ruda. – Dowiedziałeś się może co z Jamesem.
- Yyy… nie… nic nie wiem. – Lucas zaczął się jąkać.
- Jesteś pewien?? – Rose spojrzała na niego ostrzegawczo.
- Tak, jestem. Gdzie byłaś wczoraj wieczorem??
- Z An, siedziałyśmy w pokoju. – Ich rozmowa podchodziła pod przesłuchanie,  była drętwa i męcząca. – Spotkałeś się może ostatnio z Sashą?? – Cisza. – Halo!! Słyszysz mnie?!
- Tak, tak. – Chłopak wyrwał się z zamyślenia.
- Tak słyszysz, czy tak spotkałeś się.
- Tak słyszę nie, nie spotkałem się. O co ci chodzi??
- Mi? O nic. Tak pytam.
- A ty spotkałaś się ostatnio ze Skorpiusem??
- Tak. – Lucas szeroko otworzył oczy i prawie otworzył buzie ze zdziwienia.
- No co tak patrzysz, jestem szczera i tyle.
- Co ty z nim robiłaś??
- Myłam mars.
- Że co?! – Ruda roześmiała się.
- Miałam z nim szlaban u nauczyciela od astronomii, musimy myć układ słoneczny.
- Aaa… wiesz co muszę już lecieć, zobaczymy się później papa. – Pocałował rudą w policzek i poszedł przed siebie. Rose przeszła kawałek, po chwili dobiegła do niej Anabelle.
- I jak??
- Ciężko było co kol wiek wyczuć, jak by mnie blokował, ale trochę udało mi się.
- Opowiadaj.
- Nie jestem pewna co do Jamesa, nie wyczułam go, ale z Sashom kłamał. Jak nic spotkał się z nią i to nawet nie raz.
- Nie przyznał mi się.
- Rose wiadomo, że nie powie ci wprost, że się spotyka z inną za twoimi plecami. I był nieźle zdziwiony, ale nie zazdrosny o Skorpiusa.
- Co??
- Nie był zazdrosny, po prostu zaskoczyłaś go, że się z nim spotkałaś.
- Dobrze wiedzieć… - Rose wpatrywała się w przestrzeń przed nią.
- Boże ty naprawdę przestajesz umieć kłamać , albo to ci chłopcy tak na ciebie działają.
- Nie byłam przygotowana na pytanie gdzie jesteś.
- Co go to obchodzi. – Ruda wzruszyła ramionami. – Lecę umówiłam się z Albusem.
- Ok... – Chwila na przemyślenie 3,2,1 – Z kim?!?
- Przestań się tak drzeć lisica, nie musi cię słyszeć cały Hogwart. – Blondyn uśmiechnął się do niej uwodzicielsko.
- Co cię to obchodzi Malfoy. – Rose miała lekką irytacje w głosie.
- Co nasz rudzielec tu robi bez swojego chłoptasia??
- Blondynek zazdrosny??
- O ciebie??
- Nie, o Lucasa.
- Zabawne. Oj, mój dzienny limit na bycie miłym dla ciebie właśnie się skończył, idę.
- Jak ty byłeś teraz dla mnie miły, to ja jestem święta.
- Uwierz mi, że byłem.
- Ty nie jesteś dla nikogo nigdy miły Malfoy. – Krzyknęła za nim i poszła przed siebie. Rose nie mogła nikogo znaleźć. (Lilly szukała Jamesa, który był ze swoim fanklubem nastolatek gdzieś ukryty, Albus był z An z nie wyjaśnionych powodów, Lucas gdzieś zniknął.) przechadzała się samotnie po zamku. Gdy zakręcała zobaczyła Skorpiusa, szybko schowała się za ścianą. Rozmawiał on z pierwszoklasistką ze Slytherinu.
- Hej mała co się stało?? Czemu płaczesz??
- Bo… bo… wywaliłam się…. – Mała mówiła przez łzy.
- Chodź nie płacz pójdziemy do skrzydła szpitalnego i nie będzie cię boleć. – Skorpius wziął małą na ręce i skierował się do skrzydła szpitalnego. Rose była zdumiona zachowaniem blondyna. Był miły i opiekuńczy. Przyglądała się temu zdarzeniu z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie pomyślała by, że zobaczy Skorpiusa w takiej sytuacji. Podobał jej się ten miły Malfoy. Poszła za nim pod drzwi do skrzydła szpitalnego. Spotkała go po drodze.
- Myliłam się. Jednak jesteś dla kogoś miły. – Rose mówiła to z uśmiechem. Nie było w tym żadnej kpiny.
- O czym ty mówisz??
- Widziałam jak pomogłeś tej małej.
- Muszę dbać o swoich.
- Miłego Malfoya nawet była bym w stanie polubić. – Po tych słowach ruda odeszła z miejsca zdarzenia i poszła prosto do pokoju.
- Dziewczyny lubią czułych i opiekuńczych facetów.
- Kendra wystraszyłaś mnie.
- Jak tam plan?
- Nie muszę nic robić. Ten Lucas sam wszystko za mnie załatwia.
- Nie o ten plan mi chodzi.
- A jaki?? 
- Z Lilly.
- Wszystko idzie jak po maśle.

******

Wszyscy Gryfoni wyszli do Pokoju Wspólnego na zebranie. Nie było jednak na nim ich opiekunki McGonagall.
- Hej cisza… proszę o cisze…
- Uciszcie się!! – Krzyknął James. – Kontynuuj An.
- Ok, mamy dla was informację. Organizujemy mini olimpiadę, będą 4 kategorię.
- Eliksiry, pojedynek, Quidich, i historia.
- Każdy dom musi wybrać po 4 zawodników
- Nabory do drużyny w Quidicha prowadzimy ja i Rose.
- Co?
- Chętni jutro o 15 na boisku. Minimalny wiek od 4 roku. – Było słychać jęki typu „no nie”
- James będzie również prowadził nabory do pojedynków. Ja i Lilly jutro po śniadaniu przesłuchamy chętnych do eliksirów w Sali od eliksirów, po obiedzie w pierwszej Sali na lewo na 2 piętrze zapraszamy chętnych do konkurencji z historii. To wszystko.
- James jutro o 15 tak??
- Tak, nie zaśpij.
- Haha… bardzo śmieszne. – James wyszczerzył do niej zęby. – An możemy na słówko??
- Jasne Rose. – Dziewczyny poszły do swojego dormitorium.
- Anabelle Drank co cię ciągnie do Albusa Severusa Pottera??
- Co?? – An parsknęła śmiechem.
- Spotkałaś się dzisiaj z nim.
- Bo mnie szukał.
- Po co?? – Rose czuła się dzisiaj już drugi raz jak na przesłuchaniu.
- Miał dla mnie informacje o olimpiadzie od McGonagall. Serio??
- Co serio??
- Że niby ja i on?? Błagam cię ruda, stać cię na lepsze podejrzenia.
- Oj spadaj. Muszę iść już na szlaban.
- Papa.

********

- Punktualna lisica. Jakieś święto??
- Nie miły Malfoy… nie to jednak nie święto. 
- Ok widzę, że już się przywitaliście to zaczynamy, dzisiaj myjecie Jowisz.  
- Dobrze. – Odpowiedzieli chórem i po chwili wzięli się do pracy.
- O co ci chodziło rudzielcu??
- Kiedy tleniony szympansie??
- Nie udawaj Lisica. Wtedy co powiedziałaś do mnie „ Miłego Malfoya była bym w stanie polubić”
- Nie rozumiesz po polsku blondasie.
- Nie rozumiem przesłania wiewióro.
- To zrozum ślimaku. – Po tych słowach rzuciła szmatkę i poszła do dormitorium. 
- O co jej chodziło?? – Powiedział pod nosem Malfoy.