piątek, 17 stycznia 2014

22. Na jakie pytania mam ci odpowiedzieć?

- Nie mamy tyle czasu. Chodźmy teraz. - Zerwał się Skorpius.
- Teraz nas przyłapią. Już i tak zarobiłam szlaban. Właśnie... - Lola uderzyła się w głowę. - Muszę iść na szlaban. Wy zostajecie tutaj. - Spojrzała na nich surowo i wyszła. Skierowała się do cieplarni.
- Dzień dobry profesorze.
- Ah... Lola, dzień dobry. Chodź. - Nauczyciel wstał i wyszedł z cieplarni numer jeden. Lola poszła posłusznie za nim. Weszli do ostatniej cieplarni. Wokoło było pełno porozbijanych doniczek i porozrzucanej ziemi.
- Twoje zadanie. Masz to posprzątać. - Już chciał wyjść, gdy nagle się wrócił. - Zapomniał bym, różdżka. - Lola niechętnie oddała magiczny patyk. - Nie spiesz się, jeszcze kilka wspólnych szlabanów przed nami. - Uśmiechnął się do niej i wyszedł. Szybko zabrała się do pracy.

***************

- Dobra idziemy. - Zerwał się blondyn
- Gdzie? - Zaraz za nim wstał przyjaciel i wyszli razem z dormitorium.
- Zarobić szlaban w bibliotece. - Uśmiechnął się, blondyn. - Tylko co by tu zrobić? - Mówił bardziej do siebie niż do przyjaciela.
- Chodź. - Pociągnął go za sobą Ashton.

***********

An szła po zamku cała rozpromieniona. Cieszyła się, że nareszcie wróciła. W oddali zobaczyła Lucasa i Sashe. Stanęła za ścianą i obserwowała uroczą parkę. „Nie nadużywaj swoich zdolności”, przypomniały jej się słowa babci. „To nagły wypadek”, pomyślała i skupiła się na rozmowie Lucasa z blondynką. Po chwili stanęła przy ścianie, z rękoma zakrywającymi jej usta i szeroko otwartymi oczami. Nie mogła uwierzyć co przed chwilą usłyszała. Po chwili zakręciło jej się w głowie i kucnęła. Zauważył to najstarszy Potter. Szybko podbiegł do dziewczyny.
- An nic ci nie jest?
- Nie, tylko zakręciło mi się w głowie. - James pomógł wstać blondynce.
- Wszystko w porządku?
- Tak. - Uśmiechnęła się do niego.
- Jestem twoim bohaterem. - Potter uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Chciał byś. - Zaśmiała się blondynka. Po chwili przypomniała sobie rozmowę krukona i uśmiech zszedł jej z twarzy. - Muszę już iść. Widzimy się... nie my się nigdzie nie widzimy. - Pobiegła szybko do dormitorium. Weszła ucieszona, że nareszcie zobaczy przyjaciółkę. Jednak w pokoju jej nie było. „Gdzie może być ruda?” Pomyślała An po czym poszła na błonia. Tam również nie było Rose. Przeszukała już prawie cały zamek. Nagle zobaczył Malfoya. Szybko pobiegła w jego stronę. Zatrzymała się jednak, gdy zobaczyła idącą za dwoma ślizgonami McGonagall.
- Panna Drank. Witamy znowu. - Uśmiechnęła się jej opiekunka. An odwzajemniła uśmiech.
- Profesor McGonagall?
- Tak?
- Nie widziała pani Rose?
- Panna Weasley została przeniesiona do Św. Munga z powodu jej ciężkiego stanu zdrowia. A teraz wybacz, ale muszę zaprowadzić tych dwóch delikwentów na szlaban. - An pokiwała zgodnie głową i poszła szukać Jamesa. Znalazła go w pokoju wspólnym Gryffonów.
- James musimy pogadać.
- Teraz jestem odrobinę zajęty. - Wokół niego siedziały jego fanki, które w tej chwili chciały zabić Anabelle za to, że chce im zabrać Pottera.
- Chodzi o Rose. - James jak poparzony wstał i poszedł za An.
- O co chodzi?
- Co się jej stało? Czemu jest w Św. Mungu?
- Rose jest w Św. Mungu?!
- Przestań robić sceny! To ty o tym nie wiesz?
- Nie! Idę do McGonagall. - James już chciał iść kiedy zatrzymała go blondynka. Wzięła go za ręce i spojrzała mu w oczy.
- Nie będziesz pamiętał gdzie jest Rose, ani tej rozmowy. Siedziałeś ze swoim fanklubem i razem się śmieliście. - Po czym puściła go i poszła poszukać Malfoya. Znalazła go w bibliotece. Schowała się za jedną z półek i obserwowała jak on i Ashton włamują się do działu ksiąg zakazanych.
- Tu jest tysiące książek. Jak mamy znaleźć akurat z tym zaklęciem?
- Zdamy się na intuicje. - Odpowiedział mu zaczytany Ashton.
- A co ja kobieta?
- Lepiej zabierz się do pracy, bo nigdy nie znajdziemy tej książki.
- Musieli zabrać nam te różdżki?
- Na tym polega szlaban ciołku. - Podeszła do nich cicho An.
- Malfoy musimy pogadać.
- Co tu robisz? Teraz nie mam czasu.
- Coś za coś?
- A co możesz dla mnie zrobić?
- Czegoś tu szukacie? Pomogę wam. W zamian za odpowiedz na moje pytania.
- Szukamy zaklęcia Tormentum. - An kiwnęła głową i poszła za półkę wyciągnęła różdżkę i powiedziała po cichu zaklęcie. Po chwili różdżka powędrowała przez półki. An szybko poszła za nią by jej nie zgubić. Zatrzymała się przy przedostatniej półce. Różdżka wskazywała grubą czerwoną książkę. Wyciągnęła ją i zaczęła kartkować jej strony. Po chwili znalazła zaklęcie którego szukali ślizgoni. Machnęła różdżką i zaniosła książkę chłopakom.
- Oto one. - Książka opadła przed nimi na stoliku.
- Jak ci się udało tak szybko ją znaleźć?
- Na jakie pytania mam ci odpowiedzieć? - Ashton zaczął czytać zastosowanie zaklęcia i przeciw zaklęcie, w tym czasie An i Skor poszli do biblioteki i weszli pomiędzy półki. - A więc?
- Czemu Rose jest w Św. Mungu?
- Lilly rzuciła na nią zaklęcie, które właśnie znaleźliśmy. Przez nie Rose trafiła w ciężkim stanie do Św. Munga.
- Ja zabiję tego rudzielca. Nic więcej nie wiadomo co z Rose? - Blondyn zaprzeczył kiwając głową.
- Skąd wiesz, że ruda trafiła do Św. Munga?
- Bo sam ją zaniosłem do pielęgniarki. Znalazłem ją nieprzytomną na schodach. - Blondynka podeszła i uścisnęła Skorpiusa.
- Dziękuję. - Szepnęła.
- Nie ma za co. - Drank puściła chłopaka i wyszła z biblioteki.
- Jednak Gryffonki nie są takie złe co?
- Znalazłeś coś?
- Tak. To zaklęcie powoduje straszne męczarnie, po dwóch tygodnia ofiara zaklęcia nie wytrzymuje i umiera.
- Jest jakieś przeciw zaklęcie? - Zdenerwował się blondyn.
- Tak, wyrwałem stronę i od zaraz zacznę się go uczyć.
- Będziemy musieli dostać się do Rose.
- McGonagall miała załatwić ci odwiedziny rudej.
- I zaraz się o to upomnę. - Malfoy wyszedł z biblioteki i skierował się w stronę gabinetu dyrektorki.

*************

- Jak ją znajdę to zabije gołymi rękami. - Mówiła do siebie An idąc przez korytarz.
- Co się tak denerwujesz? - Do blondynki podeszła Kendra.
- Nie twój interes. - Zdenerwowała się blondynka
- Masz rację. - Spojrzała na nią i dodała. - Ale jestem ciekawa, a może nawet ci pomogę.
- Cóż za zaszczyt dla mnie, że Ślizgonka chce pomóc biednej Gryffonce.
- Skoro tak uważasz. Kogo szukasz?
- Lilly Potter.
- Zapytaj Loli, ostatnio widziałam je razem.
- Dzięki. - Blondynka szybko poszła do lochów. Z pokoju wspólnego wychodził akurat jakiś pierwszoroczny. An szybko weszła i skierowała się do dormitorium dziewczyn. Pukała po kolei do drzwi, ale nigdzie nie mogła znaleźć szatynki. W jednym z dormitorium znalazła Larise.
- Larisa, nie widziałaś Loli?
- Nie. - Szatynka powiedziała przez łzy. An podeszła do niej.
- Co się stało?
- To nie widziałaś plakatów jakie zrobiła Séraphin? A no tak nie było cię w szkole...
- Czemu się nią tak przejmujesz?
- Bo one może zrobić co chce z kim chce, posługuje się rodzicami jak marionetkami, w każdej chwili moi rodzice przez nią mogą stracić pracę.
- Musisz być silna i pokazać jej, że nie dasz się zastraszyć. Nie bądź wiecznie jej marionetką jak wiele osób. - Anabelle podeszła do niej bliżej i ją przytuliła. - Bądź silna.
- Dziękuję. - Do pokoju nagle weszła Lola.
- Szukałam cię wszędzie.
- Mnie?
- Gdzie jest Lilly?
- Po co ci mała Potter? - Lola spojrzała na nią podejrzliwie.
- Dowiedziałam się co zrobiła Rose i obiecuję, że zabije ją gołymi rękami.
- O nią się już nie martw. Leży nieprzytomna w starej klasie. - An spojrzała zdziwiona na Lole.
- Tylko komuś pomagałam, a ta mała wiewióra od kilku dni mnie denerwowała. Zasłużyła na to. - Blondynka pokiwała głową i wyszła z dormitorium.

****************

Skorpius szedł pospiesznie do gabinetu dyrektorki. Szybko powiedział hasło i wspiął się na samą górę po schodach. Zapukał i usłyszał ciche proszę.
- Panie Malfoy, już wysprzątaliście?
- Tak, tak. Ja w innej sprawie.
- Słucham. - McGonagall przerwała dotychczasowe zajęcie i spojrzała na blondyna.
- Co z moimi odwiedzinami Rose?
- Dzisiaj po obiedzie się wybieram porozmawiać z lekarzem.
- Idę z panią.
- O 14:00 pod drzwiami wejściowymi i proszę się nie spóźnić panie Malfoy. - Skorpius wyszedł uśmiechnięty. Chciał pomóc rudej jak i ją zobaczyć. Do obiadu zostało pół godziny, poszedł więc przejść się po błoniach. Szedł ścieżką jak najdalej od wszystkich ludzi. Zauważył drzewo pod którym siedział razem z Weasley. Mimowolnie skręcił w tamtą stronę. Odchylił lekko gałęzie i wszedł do środka. Usiadł na ziemi, opierając się o pień i lekko przymknął oczy. Uśmiechnął się na wspomnienie tamtego wieczoru, kiedy mógł być tak blisko Rose. Przytulić ją, poczuć jej słodki zapach perfum. W tamtej chwili zdał sobie sprawę, że nie zaliczy rudej. Nie potraktuje jej jak innych dziewczyn. Ona była wyjątkowa, nieosiągalna, przez co bardziej go do niej ciągnęło. Nie rozumiał nawet ich sporu. Kłócili się tak dla zasady, bo tak było kiedyś to i teraz musi. Przypomniało mu się pewne wspomnienie. „Miał wtedy 7 lat. Zobaczył niedaleko bawiące się dzieci. Postanowił do nich podejść. „Cześć jestem Skorpius. A wy?” wybełkotał. „ja cie znam, jesteś Malfoy” Powiedział najstarszy chłopak z niebieską czupryną, „Odejdź z tond.” Posłusznie odszedł. Usłyszał za sobą ciche truchtanie. Odwrócił się i zobaczył małą dziewczynkę o promiennej twarzy i krwisto czerwonych włosach. „Nie przejmuj się nim. Jestem Rosie.” Mała uśmiechnęła się szeroko do niego. „Jesteś Weasley?” „Tak.” Skorpius posmutniał. „Tata zabronił mi się z tobą zadawać. Jesteś zdrajcą krwi. Jesteś szlamą.” Po tych słowach blondyn odszedł zostawiając rudą dziewczynkę samą.” Nie wiedział jak zranił rudą. Dopiero teraz przypomniał sobie wyraz jej twarzy i łzy w oczach. Nienawidził jej bo tak mu kazali, a nawet jej nie znał. Może i jest Weasley, zdrajcą krwi, ale kogo to teraz obchodzi. No tak, jego rodzinę. Mimo, że jego ojciec nie chce podtrzymywać tradycji i wybierać żonę dla niego, to i tak liczył, że Skorpius znajdzie kogoś godnego nazwiska Malfoy. On nigdy nie przypuszczał, że to będzie akurat Rose. Ta mała żywa istotka podbiła jego serce. Spojrzał na godzinę. Miał 10 minut na dojście do zamku w wyznaczone miejsce przez McGonagall. Wstał i ruszył w stronę zamku.
- Proszę za mną panie Malfoy. - Wyszli z zamku i kierowali się do bramy wejściowej. - Za terenem Hogwartu teleportujemy się. - Powiadomiła go nauczycielka. Blondyn kiwnął tylko głową i szedł dalej za opiekunką domu lwa. Gdy byli poza bramą McGonagall wyciągnęła do niego rękę. Skorpius złapał ją. Obraz się rozmył, widział tylko niewyraźne plamy. Nagle wylądował na ziemi. Byli pod świętym mungiem. Poszedł za nauczycielką.
- Dzień dobry. Przyszłam porozmawiać z lekarzem o stanie mojej podopiecznej.
- Proszę tędy. - Poszli zgodnie za pielęgniarką. Weszli na drugie piętro i skierowali się na koniec korytarza. Przez szybę było widać, bladą jak biała pościel na której leżała, rudą dziewczynę. -Lekarz zaraz przyjdzie. - Poinformowała ich pielęgniarka. - Można wejść do pacjentki. - Dodała i szybko poszła na dół. McGonagall spojrzała na Malfoya i kiwnęła głową. Skor spojrzał na nią po czym podszedł cicho do drzwi. Wszedł do środka i usiadł na krześle stojącym koło łóżka.
- Hej Rosie. - Powiedział szeptem i uśmiechnął się. - Nie mam pojęcia czy mnie słyszysz i nawet nie wiesz jak głupią się czując tak gadając. - Złapał ją za rękę. - Nie martw się wiemy jak cię wyleczyć. Ashton robi wszystko żeby jak najszybciej nauczyć się przeciw zaklęcia. Wolał bym być na twoim miejscu żebyś nie musiała tak cierpieć. - Siedział koło rudej, trzymał ją za rękę i uśmiechał się delikatnie. McGonagall spojrzała na swoją podopieczną za szybą. Uśmiechnęła się na ten widok. Podeszła i lekko uchyliła drzwi.
- Panie Malfoy musimy już wracać. Rose musi wypoczywać. - Skorpius pokiwał głową i wstał. Nauczycielka czekała na niego na korytarzu. Blondyn podszedł do Rose i pocałował ją lekko w głowę.
- Wyleczymy cię. - Szepnął i poszedł w stronę drzwi. - Lekarze coś wiedzą? - Zapytał dyrektorki.
- Nie, jej stan jest stabilny, ale nadal się nie budzi. Mówią, że trzeba poczekać. - „Ona nie może czekać” pomyślał blondyn i razem z McGonagall skierował się w stronę wyjścia.

******************************************************************
Długo nic nie dodawałam wiem. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba :) Zachęcam do komentowania ;) 



czwartek, 19 grudnia 2013

21. Trzeba mu przemówić do rozumu!

Skorpis biegł jak najszybciej do gabinetu dyrektorki. Zdyszany stanął przed gargulcem i wypowiedział ledwo hasło. Zaczął szybko wspinać się po schodach i bez pukania wpadł do gabinetu dyrektorki.
- Panie Malfoy co to za zachowanie?
- To pilne... - Wydyszał. - Rose... zostaje... przeniesiona... do... Św. Munga... - Nie mógł złapać oddechu. Dyrektorka zerwała się na równe nogi i ruszyła w stronę skrzydła szpitalnego. Przy wejściu do zamku zobaczyła pielęgniarzy, podbiegła do nich, a za nią blondyn.
- Pani dyrektor jak dobrze, że pani przybyła. - Powiedziała zdenerwowana pielęgniarka.
- Co się stało. - Pielęgniarka spojrzała na Skorpiusa i szeptem powiedziała.
- Gdyby nie ten chłopak to nie wiem co by się stało z Pani podopieczną. Jest w stanie krytycznym, jeszcze nie wiadomo przez co. - Dyrektorka odwróciła się w stronę blondyna i podeszła do niego. Był naprawdę zmartwiony stanem Rose. Pojedyncza łza poleciała mu po policzku, ale szybko ją wytarł by nikt nie zobaczył.
- Panie Malfoy twój dom otrzymuje 30 pkt.
- Ale za co? - Zdziwił się chłopak.
- Za uratowanie życia Pannie Weasley. - Po tych słowach dyrektorka odwróciła się i ruszyła w stronę podopiecznej.
- Pani dyrektor! - Podbiegł do niej Skorpius. - Mogę jechać z Rose do Św. Munga?
- Zrobiłeś wystarczająco. Muszą się nią zająć lekarze.
- Pani dyrektor proszę. - Dyrektorka mocno zdziwiła się.
- Jeżeli to jest dla ciebie takie ważne, powiadomię cię o stanie Rose, a gdy tylko będzie wstanie na odwiedziny, odwiedzisz ją. - McGonagall już bez przeszkód dotarła do karetki i odjechała razem z rudą w środku. Skorpius poszedł do swojego dormitorium. Podszedł do mini barku. Wziął szklankę i nalał do pełna ognistej. Wypił to wszystko naraz i rzucił szklanką w ścianę, w efekcie szklanka rozleciała się na małe kawałeczki. Podszedł do biurka i nerwowo się o niego opierał. Za jego plecami ktoś mocno otworzył drzwi i wpadł wesołym krokiem.
- Witaj skarbie. - Lily podeszła i przytuliła się do blondyna.
- Co ty tu robisz?! - Wkurzył się na małą Potter.
- Może grzeczniej. Przyszłam dać ci drugą szansę.
- Co?!
- Wybaczam ci! - Pisnęła radośnie i zaczęła całować Malfoya. Skorpius odepchnął ją tak, że Lily się lekko zachwiała. Zdziwiona popatrzyła na niego. - Skorpius wiem, że tego nie zrobiłeś. Rose to wymyśliła. Séraphin mi wszystko powiedziała. Rose jest po prostu zazdrosna, ale już nikt nie będzie się wtrącać.
- Czy dla ciebie naprawdę to jest najważniejsze?
- Zależy mi na naszym szczęściu. - Chciała się przytulić do chłopaka, ale ten odsunął się od niej. - Mogę wiedzieć o co ci chodzi?! - Zdenerwowała się.
- Rose właśnie przeniesiono do Św. Munga. -Nie było widać po Lily zmartwienia. - I myślę, że to może być przeze mnie...
- Czemu przez ciebie?
- Bo rzuciłem w nią zaklęciem by ją zatrzymać. - Lily wywróciła teatralnie oczami.
- Nie bądź głupi. Takie zaklęcie miało ją doprowadzić do krytycznego stanu?
- Co? Nie wspominałem nic o jej krytycznym stanie. - Spojrzał na nią podejrzliwie.
- Jest w Św. Mungu. Wiadomo, że coś poważnego się stało. - Powiedziała to tak jakby było to najoczywistsze na świecie.
- Co ty wiesz?
- Nie ma nic za darmo. - Lily uśmiechnęła się i położyła na łóżku. - Chodź, a się dowiesz. - Poklepała miejsce koło siebie. „Jeszcze się doigrasz wiewióro” pomyślał i poszedł w stronę łóżka.

***************

- Gdzie jest Skorpius? - Zapytała zdenerwowana Lola.
- Lola uspokój się. To przecież nie jego wina. - Dziewczyny wchodziły właśnie do pokoju wspólnego Slytherinu. Usiadły na fotelach. Larisa zaczęła czytać gazetę, a jej przyjaciółka myślała jak by tu zabić tego tlenionego idiotę. Do pokoju wspólnego przyszedł wkurzony Ashton.
- Słyszałem co się stało. Tym razem przegięła. - Ashton chciał usiąść naprzeciwko dziewczyn na kanapie.
- Nie radze. - Uprzedziła Lola.
- Czemu? - Ashton mimo uprzedzeń usiadł.
- Ktoś tu miał rozmaitą noc. - Powiedziała zza gazety Larisa. Ashton na początku nie zrozumiał, ale po chwili wstał jak oparzony.
- Mówiłam nie radzę.
- Powinni to spalić. - Zrezygnowany poszedł w stronę swojego dormitorium. Wyszedł szybciej niż tam wszedł i pobiegł szybko do przyjaciółek. - Mogę wiedzieć co mała Potter robi ze Skorpiusem w łóżku?
- Naprawdę chcesz wiedzieć co?
- Malfoy bawi się w pedofila, że za młodsze się bierze?
- Dziewczyny no dalej jesteście jego przyjaciółkami. Lola, nie wiń go za czyny Séraphin. To przecież nie jego wina.
- Ale mógłby ją czasem powstrzymać! - Wkurzona szatynka wstała i pobiegła w stronę dormitorium chłopaków. Ashton szybko ruszył za nią. Gdy już miała otwierać drzwi chłopak ją złapał za rękę.
- Nie radzę.
- Trzeba mu przemówić do rozumu!
- Przemówić do rozumu to nie to samo co zemsta. - Popatrzył na nią karcąco.
- Zasłużył na to! - Nagle drzwi pokoju się otworzyły.
- Co tu się dzieje? - Zdziwił się blondyn. - Możecie mi powiedzieć czemu drzecie się pod drzwiami naszego dormitorium?
- Już ja ci zaraz powiem co! - Ashton trzymał rozwścieczoną dziewczynę tak by nie dosięgnęła Malfoya.
- Idź już. - Lily posłusznie prześlizgnęła się i pobiegła na dół. Ashton wprowadził Lole do pokoju i usadził w fotelu, dalej trzymając ją.
- Jak mogłeś to zrobić Larisie! Ona miała cię za przyjaciela!
- Lola to nie tak. Nie miałem jak jej powstrzymać. Byłem skacowany i pół dnia przeleżałem w skrzydle szpitalnym. O wszystkim dowiedziałem się od Ślizgonów. Nawet nie wiedziałem co ona planuje. - Szatynka uspokoiła się trochę. Ashton puścił ją, ale stał niedaleko w pogotowiu.
- O co chodzi z Potter?
- Próbowałem od niej wyciągnąć informacje, ale mi przeszkodziliście.
- Jakie informacje?! - Znowu zdenerwowała się.
- O Rose! - Ashton i Lola mocno się zdziwili.
- Jak to o Rose. - Zapytał spokojnie przyjaciel. - Co jej się stało?
- Trafiła do Św. Munga w stanie krytycznym. Znalazłem ją nieprzytomną na schodach. Próbowałem ją ocucić, ale na nic więc zaniosłem ją do skrzydła szpitalnego. Dyrektorka powiedziała mi, że uratowałem Rose życie. Na początku myślałem, że to przeze mnie.
- Jak to przez ciebie? - Dopytywała się szatynka.
- Bo żeby ją zatrzymać rzuciłem na nią małe zaklęcie po którym była nieprzytomna. Ale Potter wie co jej się stało i to był jedyny sposób dzięki któremu chciała mówić.
- Ja to załatwię.
- O nie Lola, ty ją zabijesz na miejscu.
- Może obejdzie się bez radykalnych środków. - Szatynka szybko wstała i poszła szukać małej Potter. Znalazła ją pod wielką salą.
- Lily musimy pogadać. - Wzięła Gryffonkę pod rękę i zaciągnęła do opuszczonej sali. - A więc masz dwie opcje. Albo powiesz po dobroci, albo po złości. - Lola niebezpiecznie zmrużyła oczy.
- Co takiego chcesz wiedzieć. - Powiedziała pewna siebie Potter, jednak w środku bała się co ta Ślizgonka może jej zrobić. - Szatynka uśmiechnęła się, ale nie przyjacielsko.
- Opowiedz mi proszę co się stało Rose.
- Rose?
- Tak, głucha jesteś?
- A niby skąd mam to wiedzieć? - Lola traciła cierpliwość, pchnęła Gryffonkę na ścianę i przywarła rudą do niej.
- Zapytam jeszcze raz, co się stało Rose? - Lily uśmiechnęła się.
- Aaa, mojej kuzynce. Nie chciałam po prostu by ktoś angażował się w mój związek z Skorpiusem.
- Coś ty jej zrobiła. - Szatynka bardziej przycisnęła ją do ściany, tak że Gryffonka miała niewielkie problemy z oddychaniem.
- W dziale ksiąg zakazanych znalazłam pewne zaklęcie. Spodobało mi się, a szczególnie jego zastosowanie. Więc rzuciłam je na Rose. - Lola nie wytrzymała i walnęła rudą z pięści. Lily zakrztusiła się i upadła. Po chwili złapała znowu powietrze.
- Jakie zaklęcie?
- Tormentum*. - Wyszeptała. Ślizgonka kopnęła jeszcze Potter i zabrała jej różdżkę. Gdy wyszła zamknęła drzwi zaklęciem i ruszyła do pokoju wspólnego. Skierowała się prosto do dormitorium chłopaków. Gdy weszła od razu wstali.
- Dowiedziałaś się czegoś?
- Wiem jakiego zaklęcia użyła.
- Jakiego?
- Na to pytanie odpowiem ci w nocy. - Chłopaki spojrzeli najpierw na siebie potem na Lole. - Musimy iść do działu ksiąg zakazanych, tam Potter znalazła te zaklęcie.

____________________________________________________
* Tormentum - (z łac.) Męczarnie



środa, 20 listopada 2013

20. Noc jeszcze długa.

Skorpius poszedł do swojego dormitorium. Gdy wszedł zobaczył śpiącego Ashtona. Podszedł do jego łóżka i ściągnął z niego kołdrę.
- Wstawaj śpiochu.
- Co?! - Skorpius podszedł do mini barku wziął dwie szklanki i nalał ognistą. Podszedł do przyjaciela i podał mu trunek.
- Pij.
- Chcesz mnie upić?
- Zrobiłeś się nudny odkąd spędzasz tyle czasu z Gryffonami...
- A więc to o to chodzi. - Ashton uśmiechnął się i wziął szklankę od blondyna.
- A więc, drogi przyjacielu. Słyszałem, że zaprzyjaźniłeś się z Rose.
- Złapaliśmy lepsze kontakty, a bo co??
- Nic, nic... - Malfoy rozsiadł się w fotelu i przyglądał się przyjacielowi z iskierkami w oczach.
- Gdybyś był chodź trochę dla niej milszy też miał byś z nią lepsze kontakty. - Scorpius wstał i wycelował różdżką w przyjaciela.
- Po pierwsze to Weasley, a ja jestem Malfoy. Po drugie Nienawidzimy się od dzieciństwa. Po trzecie to zdrajczyni krwi. Po czwarte nie denerwuj mnie dzisiaj. - Gdy blondyn brał łyka ze szklanki Ashton zabrał mu różdżkę i wycelował w niego.
- Po pierwsze nie groź mi różdżką. Po drugie status krwi się już nie liczy. Po trzecie jesteś dupkiem. -Rzucił jego różdżkę w głąb pokoju i poszedł do łazienki. „Gryffoni go nie zmienią” Pomyślał Malfoy z głupim uśmieszkiem. Wziął dwie butelki ognistej i poszedł na błonia. Po kilku godzinach na korytarzach Hogwartu dobiegł straszny huk. Larisa pobiegła w stronę hałasu. Zobaczyła Malfoya leżącego wśród kawałków rozwalonej zbroi.
- Cholera! - Szepnęła. - Skorpius idioto! - Podeszła do niego i pomogła mu wstać. - Usiądź tu. - Posadziła go koło ściany. Podeszła do zbroi, wyciągnęła różdżkę i naprawiła bałagan jaki zrobił Malfoy. Podeszła do niego i złapała go za rękę. - Wstawaj! No już! - Dziewczyna próbowała go podnieść, ale na marne. - Skor proszę wstań... No dalej. - Po kilkunastu minutach wysiłku blondyn w końcu wstał i oparł się o Larise. Szatynka ugięta pod ciężarem przyjaciela szła powoli do Pokoju Wspólnego. - Matko! Ile ty ważysz?! - Była już pod kamienną ścianą, wyszeptała hasło i rzuciła Malfoya na jedną z kanap. - Nareszcie. - Wyciągnęła się by rozprostować obolałe kości i zaczęła masować sobie kark. Nagle Skorpius złapał ją za rękę i pociągnął na kanapę, w efekcie czego Larisa siedziała mu na kolanach. - Puszczaj. - Wyszeptała.
- Nie. - Powiedział stanowczo chłopak. Położył rękę na jej policzku i przybliżył się do niej. Ich usta złączyły się w pocałunek. Po chwili były one głębsze. Blondyn położył dziewczynę na kanapie i nachylał się nad nią, nie odrywając od niej ust.
- No proszę, proszę. - Przy ścianie stała Séraphin w koronkowej bieliźnie w kolorze różowym. Na to miała cienki biały szlafrok z śliskiego materiału. Uśmiechała się wrednie do przyjaciółki. Larisa szybko zrzuciła z siebie chłopaka i wstała na równe nogi.
- Séraphin to nie tak.
- Oczywiście, że nie kochanie. - Podeszła do szatynki i przytuliła ją. Po chwili odsunęła ją i trzymając za głowę popatrzyła jej w oczy. - Idź do pokoju prześpij się, ok. - Larisa tylko pokiwała głową i poszła do dormitorium. - Pomyliłeś dziewczyny misiaczku. - Powiedziała blondynka po czym już siedziała na Malfoyu. - Piłeś? - To było raczej pytanie retoryczne. Zaczęła go całować i jeździć rękoma po jego torsie. - Noc jeszcze długa. - Wyszeptała mu w usta.

************

Rose leżała w swoim dormitorium. Nie mogła się ruszyć. Cały czas bolała ją głowa. „Zabiję go” pomyślała. Nagle ktoś bez pukania wszedł do jej dormitorium.
- Rose!
- Lucas? Co tu robisz??
- Ty jeszcze w łóżku? Wstawaj!
- Dzisiaj nie dam rady nigdzie iść. Boli mnie głowa...
- Od czego? - Poważnie zmartwił się.
- Grałam w Quidditcha. To nic poważnego.
- Skoro tak uważasz... - Przybliżył się i pocałował rudą. - Dostałem twój list i... przepraszam. Przesadziłem. - Pocałował Rose jeszcze raz i wyszedł z pokoju. Rosie z uśmiechem na twarzy zasnęła.
**********

- Pobudka Larisa! - Krzyczała radosna Lola. Gdy przyjaciółka odkryła twarz, uśmiech zszedł jej z twarzy. - Co się stało?? Płakałaś??
- Lola muszę ci coś powiedzieć.
- Mów. - Usiadła na łóżku szatynki i przyglądała się jej.
- Całowałam się z Malfoyem. I Séraphin to widziała.
- Jak to z Malfoyem?
- Był pijany, ja byłam akurat na korytarzu i usłyszałam hałas. Potem zobaczyłam go w kawałkach zbroi. Posprzątałam po nim i odprowadziłam do Pokoju Wspólnego. A potem on mnie pociągnął do siebie i wiesz co dalej. - Lola przytuliła przyjaciółkę.
- Co na to Séraphin?
- Nic. Kompletnie nic. Kazała mi iść do dormitorium i zajęła się nim.
- O FUUUU!!! Musisz mi pokazać która to kanapa. Nie mam zamiaru na niej siadać po jej „zajmowaniu się” nim! Uważaj teraz na Séraphin.
- Wiem. Ona mnie zniszczy...
- Nie pozwolę jej na to.
- Obiecujesz? - Lola wyciągnęła do niej małego palca.
- Obiecuję. - Szatynka zrobiła to samo i „uścisnęły je”. - A teraz marsz na śniadanie bo w anorekcje wpadniesz. - Larisa uśmiechnęła się do niej.
- Dziękuję, że jesteś. - Lola odwzajemniła uśmiech i zniknęła za drzwiami dormitorium. „Gdzie jesteś blond ździro” Myślała Lola. Gdy wyszła na korytarz doznała szoku. Przed jej oczami było zdjęcie Larisy nago z napisem „Uważaj z kim się puszczasz szmato”.
- Zabiję... - Wyszeptała i szybko odkleiła zdjęcie. Pobiegła w głąb korytarza co jakiś czas zatrzymując się by odkleić kolejne zdjęcie. Przebiegła prawie cały Hogwart. Szybko wróciła do Pokoju Wspólnego i spaliła wszystkie zdjęcia w kominku. Nagle dostała sms. „Spotkajmy się pod Wielką Salą. Larisa”. Ślizgonka bez zastanowienia poszła w wyznaczone miejsce. W oddali zobaczyła przyjaciółkę. Podbiegła do niej. W ręku trzymała zdjęcie. Lola od razu poznała jakie. Szatynka była cała zapłakana. Koło Wielkiej Sali przechodziła Séraphin ze swoim stadem.
- Hej Larisa. Jak spałaś? - Zapytała blondynka z uśmiechem.
- Nienawidzę cię. - Każdy zaczął wytykać Lari od szmat.
- Zginiesz. - Wyszeptała Lola.
- Co, chyba nie usłyszałam? - Lola wyciągnęła różdżkę i rzuciła pierwsze lepsze zaklęcie.
- Zwariowałaś?! - Pisnęła Séraphin.
- Jak mogłaś jej to zrobić! - Poleciało kolejne zaklęcie.
- Chcesz mnie zabić?!
- Z wielką przyjemnością.
- Co tu się dzieje! Odsunąć się! - Na miejsce zdarzenia przybiegła McGonagall. - Panno Cler proszę odłożyć różdżkę.
- Nie dopuki ta suka nie odszczeka co powiedziała!
- Panno Cler -20 punktów. A teraz obydwie do mojego gabinetu. - Lola opuściła rękę i poszła za McGonagall. Weszły do gabinetu i usiadły na fotelach stojących przed biurkiem.
- Czy ktoś powie mi co się stało?
- Lola mnie bezpodstawnie zaatakowała.
- Bezpodstawnie! - Lola znowu chciała rzucić się na blondynkę.
- Proszę usiąść! Slytherin traci kolejne 10 punktów. Co było powodem zaatakowania panny Migliore??
- Porozwieszała po całym Hogwarcie zdjęcia Larisy nago!
- Masz jakieś dowody, że to ja?
- Tylko ty byś była do tego zdolna!
- Ach tak?
- Przestańcie! - Wtrąciła się McGonagall.
- Może Larisa ma też innych wrogów. W końcu puszcza się z każdym. - Lola nie wytrzymała rzuciła się na Séraphin. Po chwili leżały na ziemi. Szatynka zaczęła okładać ją pięściami.
- Jak na twoją rase szczekasz za głośno suko!
- Przestańcie! - Dyrektorka wyciągnęła różdżkę. Już po chwili ślizgonki były daleko od siebie. - Slytherin traci 70 punktów! Séraphin na czas nieokreślony zmienisz dormitorium. Obydwie macie szlaban przez 3 miesiące. Panna Migliore ze mną, Panna Cler z profesorem Longbotomem. Skończyłam. Idziecie prosto na lekcje i nie chce już nic słyszeć! Do widzenia. - Obydwie dziewczyny wyszły w ciszy z gabinetu. Każda skierowała się w inną stronę. Żadna z nich nie skierowała się na lekcje.

*********

Rose szła powoli do skrzydła szpitalnego. Ból był nie do zniesienia. Gdy szła po schodach Zakręciło jej się w głowie i upadła. Z skrzydła szpitalnego właśnie wychodził Skorpius. Zobaczył na schodach leżącą rudą dziewczynę. Szybko podbiegł do niej.
- Rose. - Położył jej głowę na kolana. - Rose, obudź się. - Ruda nie wstawała. Skorpius wziął ją na ręce i skierował się do pokoju życzeń. Położył dziewczynę na łóżku i usiadł koło niej. - Lisica wstawaj, nie wygłupiaj się. - Zaczynał się martwić tym, że Rose nie reaguje. Pobiegł szybko po jakieś lekarstwa. Gdy wrócił Weasley leżała cały czas w tej samej pozycji. Sprawdził jej puls. Był słaby. Podłożył jej pod nos sole ocudzające. - Wstań Rose! - Blondynowi do oczu zaczęły napływać łzy. - Proszę obudź się. - Wyszeptał. Po nie udanych próbach wziął szybko Rose na ręce i pobiegł do skrzydła szpitalnego.
- Co się stało! - Zaczęła krzyczeć pielęgniarka.
- Znalazłem ją nie przytomną na schodach.
- Szybko połóż ją na łóżku. - Skor podszedł do najbliższego łóżka i położył bladą jak ściana Rose. - Biegnij po dyrektorkę. Powiadom ją, że Rose zostanie przeniesiona do Św. Munga!
- Co?
- Już szybko! - „Aż tak to poważne?” Pomyślał i szybko pobiegł po dyrektorkę.

-----------------------------------------------------
Jest i kolejny Rozdział :D Czekam na komentarze, także dotyczące nowego szablonu mam nadzieję, że opowiadanie wam się podoba ;)

środa, 30 października 2013

19. Zemsta jest słodka pieprzony arystokrato.

- Co z nią?? - Dopytywał się biegnący za przyjacielem Albus.
- Chodź i sam zobacz. Szybciej. - Pospieszał go Ashton.
- Jak ty w ogóle dostałeś się do pokoju wspólnego Gryffonów??
- Zaklęcie kameleona. - Ashton wyciągnął różdżkę i rzucił wcześniej wspomniane zaklęcie.
- Tłuczek. - Powiedział Albus do portretu Grubej Damy. - Obraz otworzył się ukazując pokój wspólny. Szybko pobiegli do dormitorium Rose.
- Mówiłem, że jest z nią źle. - Rose siedziała na podłodze i waliła głową o ścianę.
- Czemu to robi??
- Nie wiem. Od godziny próbuje się dowiedzieć...
- Godzinę już tak wali?! Nie boli ją głowa??
- Widocznie nie... W ścianie jest już chyba wgłębienie...
- Rose przestań. - Albus sięgnął po telefon.
- Co robisz??
- Pisze SMS-a do naszej jedynej pomocy.
- Teraz trzeba tylko czekać i podstawić Rose poduszkę pod głowę.- Albus usiadł koło kuzynki, a ślizgon na łóżku. - Łap. - Rzucił do Albusa poduszkę. Gryffon podłożył ją pod głowę rudej i trzymał żeby nie spadła. Po pół godzinie do okna coś zapukało. Ashton wstał i otworzył je. Do pokoju wleciała Anabelle na miotle. Albus stanął koło przyjaciela.
- Jestem. Co to za krytycznie krytyczna sytuacja Al??
- Spójrz na Rose. - Poduszka spadła co w efekcie ruda znowu uderzała głową o ścianę. - Robi tak od dobrych półtorej godziny.
- Co się stało?!
- Nie wiem dla tego tu jesteś.
- To my już pójdziemy.
- Ok. - Przyjaciółka usiadła koło rudej na podłodze. - Co się stało??
- Całowałam Malfoya... - Wyszeptała.
- Co?!
- Jestem z Lucasem, ale wszystko się wali, wczoraj był świetny dzień, siedziałam razem ze Skorpiusem i przytulaliśmy się, wcześniej był ze mną Lucas, ale nie chciałam go tam, bo chciał tylko gadać o tym co zrobiłam Sashy i mówił, że mnie nie poznaje, ale on mnie nie zna, ja mam chłopaka, jak mogłam to zrobić, czuje się źle, ale czemu?! - Powiedziała Rose na jednym wydechu.
- Rosie. Oddech, oddech tak. Nie zapominamy o nim, on jest dobry. Po kolei. O co chodzi z Sashą?
- Wylałam na balu poncz na jej sukienkę. - An zachichotała.
- Za co?
- Bo gadała i śmiała się z Lucasem. Ale to nie wszystko.
- Bal pełen wrażeń hmm? Co jeszcze narobiła Lisica?
- Podarła sukienkę kuzynce.
- Bo??
- Tańczyła z Malfoyem... - Wymamrotała.
- Co?! Ona i Malfoy.
- Są parą.
- I przytulał ciebie.
- Dowiedziałam się od kogoś zaufanego, kto go dobrze zna, żebym uważała na niego. Bo jestem dla niego tylko wyzwaniem.
- A ty po tym poleciałaś do niego?
- Nie ja tylko on! An potrzebuje cię...
- Dzisiaj masz mnie tylko na kilka minut więc wykorzystaj to. Potem zobaczymy się za tydzień.
- Co mam zrobić.
- Co czujesz do Lucasa?
- Czuję, że nie chce go stracić.
- A co czujesz do Malfoya?
- Nienawiść.
- Tego się obawiałam...
- Czego?
- Od nienawiści do miłości jeden krok kochanie.
- Fuj! Wypluj to! Ja i Malfoy?! Jakie zioła parzy ci twoja babcia?!
- Hahaha... Żadne... Musisz powiedzieć to Lucasowi...
- Ale jak?
- Pomyśl głęboko : Co czujesz?
- Czuje, że... czuje, że... Oddalamy się od siebie. Boli mnie to, bo on nie jest mi obojętny. Nie chce go stracić i chciała bym to odbudować. Sprawdzić czy warto w to dalej brnąć. I chce zapomnieć o tym wszystkim i rozpocząć od nowa. Tą zamazaną kartkę ze wspomnieniami odwrócić na czystą nową stronę. I zacząć od początku.
- Właśnie tak mu powiedz. Albo mam pomysł, napisz. I opisz jak się czułaś, gdy zobaczyłaś sukienkę od niego.
- Dzięki. - Rose złapała przyjaciółkę za rękę. - Zaraz. Nie mówiłam ci nic co dostałam od Lucasa. Nie jestem pewna czy w ogóle mówiłam ci, że dostałam tę paczkę. Skąd to wiesz?
- Nie długo się dowiesz. Jak będę mogła o tym mówić. - An wstała wzięła pergamin i pióro. - Pisz.- Rose szybko napisała to co przed chwilą powiedziała An.
- Skończyłam.
- Ok to teraz idziemy to wysłać. - Złapała przyjaciółkę pod rękę i skierowały się do sowiarni. Rose przyczepiła do jednej z sówek list i szepnęła.
- Do Lucasa Brond. - Odwróciła się do An. - Musisz już wracać??
- Niestety... Babcia nie wie, że tu jestem... Wiesz tylko ty, Albus no i Ashton. A tak w ogóle to co on tam robił??
- Ostatnio mam z nim dobry kontakt, wiesz jak z przyjacielem.
- Co się stało z Weasleyówną „Nie zbliżam się do Ślizgonów bo są wstrętni”.
- Uciekła bez ostrzeżenia jak jej najlepsza przyjaciółka.
- Nie uciekłam tylko zostałam porwana!
- Przez Babcie!
- Cicho! - Obie zaczęły się śmiać. - Lece mała.
- To, że jestem niższa nie oznacza, że możesz mówić do mnie mała! - An podeszła do przyjaciółki i przytuliła ją. Wsiadła na miotłę i odleciała. Rose usłyszała jakiś hałas za nią. Odwróciła się i zrobił krok do przodu.
- Jest tu ktoś? - „Pewnie sowa” - Pomyślała, odwróciła się do okna i zobaczyła Malfoya. Aż podskoczyła. Blondyn zaśmiał się lekko.
- Przestraszyłeś mnie! - Walnęła go w ramię.
- Nie moja winna, że jesteś tak strachliwa!
- Od kiedy tu siedzisz!
- Zmieniliśmy ton do mnie? Wystarczająco długo by wiedzieć do kogo wysyłałaś list.
- Śledziłeś mnie! - Rose zirytowała się.
- Oczywiście, że nie. Następnym razem rozejrzyj się czy nikogo nie ma. - Uśmiechnął się złośliwie. -Spadaj! - Rose odwróciła się i chciała wyjść, ale blondyn złapał ją za rękę i odwrócił.
- Jeszcze nie skończyłem...
- A ja tak. - Powiedziała stanowczo.
- Wczoraj pod drzewem byłaś o wiele bardziej milutka.
- Nie będę twoją kolejną zabawką...
- Kto powiedział, że miałaś nią być...
- Zajmij się lepiej Lilly, albo wskocz do łóżka z Séraphin. Zostaw mnie w spokoju.
- Bo?
- Bo tak! - Rose wyrwała się i pobiegła na dół. Malfoy stał w oknie i patrzył na widoki. Zobaczył w oddali nadlatującą sowę. Zatrzymała się przed nim. Od razu poznał tą śnieżnobiałą sówkę z różową wstążką. Odwiązał od niej liścik, na którym pisało Skorpius Malfoy. Otworzył i zaczął czytać.
Skorpius uśmiechnął się zadziornie i pomyślał „Noc pełna wrażeń się zapowiada”. Położył kartkę na parapecie i podszedł do jednej z sówek. Pogłaskał ją i dał kawałek ciasteczka. Ktoś wpadł do sowiarni.
- Ahh...! Tu jesteś. Szukałam cię. - Lilly oplotła ręce na jego szyi i pocałowała go. Blondyn z niechęcią to odwzajemnił. - Idziemy.
- Gdzie?
- Niespodzianka. - Ruda pocałowała go w usta i pociągnęła za sobą. Po kilku minutach do sowiarni przyszła ponownie Rose.
- Gdzie jest ten ślizgon? - Szepnęła do siebie. Zobaczyła na parapecie kartkę. Przeczytała na niej „Skorpius Malfoy”. - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - Powiedziała do siebie i odłożyła kartkę. Po kilku sekundach wzięła ją znowu do ręki. - A co mi tam... - Odwróciła kartkę i przeczytała wiadomość. Na początku trochę się zmieszała, ale po chwili do głowy przyszedł jej świetny plan na zemstę, a na usta wpełzł złowieszczy uśmiech. - Zemsta jest słodka pieprzony arystokrato. Pobiegła szybko na błonia, by sprawdzić czy nie ma tam Lilly. Znalazła ją i Malfoya na pikniku. Podeszła do nich.
- Lilly słońce, musimy pogadać.
- Nie gadam z tobą! Zniszczyłaś mi bal i sukienkę.
- Widzę, że i teraz dobrze się bawisz. - Spojrzała na Malfoya z obrzydzeniem. - Mam coś co odkupi moje grzechy. - Pokazała Potter małą różową karteczkę zgiętą na pół, i w kawałku zakrytym imieniem Skorpius. Malfoy od razu poznał tą kartkę. Rose uśmiechnęła się do niego triumfalnie.
- Co to?? - Skorpius zerwał się na proste nogi.
- Nic ważnego Lilly. Rose chyba mieliśmy iść do McGonagall.
- Nie wydaje mi się. - Szepnęła do niego. - O co chodzi, poczekaj aż Lilly przeczyta.
- Idziemy, już! - Blondyn pociągnął ją za rękę. Wepchnął do pierwszej lepszej starej klasy, wszedł za nią i zamknął drzwi na klucz.
- Może delikatniej!
- Skąd to masz?!
- Następnym razem rozejrzyj się czy czegoś nie zostawiłeś. - Uśmiechnęła się triumfalnie.
- Nie uda ci się to. Lilly ci nie uwierzy.
- Mi może i nie, ale Séraphin tak.
- Nawet nie próbuj.
- Bo co? - Ruda niebezpiecznie zwęziła oczy.
- Czego chcesz??
- Zabawne, że o to pytasz.
- Mów!
- Zemsta jest słodka Malfoy.
- Jaka zemsta?? Za co??
- Za to, że chciałeś mnie wykorzystać.
- Skończ Szerlocku, bo ci nie wychodzi.
- Za to, to mi wyjdzie. - Odwróciła się wyciągnęła różdżkę i już chciała otworzyć drzwi, gdy nagle poczuła mocny ból z tyłu głowy i upadła na ziemię. Za nią stał Malfoy z wyciągniętą różdżką.
- Cholera... - Rzucił na rudą i siebie zaklęcie kameleona po czym otworzył drzwi. Wziął Rose na ręce i skierował się do Pokoju Życzeń. Położył ją na łóżku, które się pojawiło i zdjął zaklęcie. Po chwili zobaczył, że Weasley nie ma kartki.
- Kur... - Rose zaczęła delikatnie otwierać oczy. - To jest ważniejsze. - Szepnął do siebie. Rose pomasowała się po głowie i zasyczała z bólu. - Boli??
- Coś ty mi zrobił! - Zerwała się, czego szybko pożałowała. Upadła na poduszki z jeszcze większym bólem.
- Odpocznij.
- Zamknij się. - Wyszeptała.
- Jak zostawię cię tu samą na chwilę daleko uciekniesz?
- Jak najdalej by nie spędzić sekundy dłużej z tobą.
- Ok. A więc zostaję.
- Przynieś mi przynajmniej jakieś proszki na ból głowy.
- A może czarami??
- Nie! - Znowu zasyczała. - Już dość zrobiłeś magią.
- Nic nie poczujesz.
- To ja już wolę cierpieć.
- Jak wolisz. - Uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Przestań.
- Jesteś zrzędliwa. Idź spać. - Rose przymknęła oczy i po chwili zasnęła. W tym czasie Malfoy wymknął się i poszedł do starej klasy. Szukał wszędzie tej kartki, ale nigdzie nie mógł jej znaleźć.
- Cholera! - Było około godziny 22:00. Szedł do pokoju życzeń. Na drodze stanęła mu mała wiewiórka.
- Gdzie byłeś?
- Lilly skarbie, nie mam teraz czasu. - Lilly wyciągnęła do góry różową kartkę.
- Gdzie byłeś?! - powtórzyła z łzami w oczach. - Nienawidzę cię!
- Nie poszedłem do niej.
- Akurat! - Lilly rzuciła w niego kartką i pobiegła w przeciwną stronę.
- Cholera! - „Ile jeszcze razy dzisiaj to powtórzę?!” Pomyślał i wszedł do pokoju życzeń. Zobaczył pusty pokój. „Cholera!” Pomyślał.  

niedziela, 29 września 2013

18. Polowanie czas zacząć.

Przez myśli Rose przechodziło cały czas jedno zdanie „Jesteś dla niego tylko wyzwaniem”. Nie rozumiała jak mogła się tak podejść temu Ślizgonowi. Nie była dumna z tego co zrobiła. Miała wspaniałego chłopaka i nie zamierzała tego zaprzepaścić przez jakiegoś Malfoya. Postanowiła go unikać. Nie mieć z nim żadnego kontaktu, a szczególnie fizycznego. Uśmiechnęła się lekko na myśl o ich wczorajszym pocałunku, ale szybko się skarciła za to. Nie miała ochoty na jakiekolwiek jedzenie. Wstała z łóżka i poszła pod prysznic. Siedziała tam około godziny. Ubrana była w szare legginsy, białą bluzkę i kremowy luźny sweterek. Włosy związała w wysoki kucyk. Wzięła z szafki kilka pergaminów pokrowiec z okularami i pióro. Skierowała się do biblioteki. Miała do napisania esej z eliksirów i zielarstwa, i musiała nauczyć się na sprawdzian z transmutacji. Usiadła przy najdalej położonym stoliku od drzwi. Zostawiła na nim swoje rzeczy i poszła po książki jej potrzebne. Przechadzała się pomiędzy półkami około 10 minut. Gdy wyłożyła wszystkie, stół był cały zawalony. Sięgnęła po pierwszą, założyła okulary i zaczęła pisać esej z eliksirów. Po 3 godzinach miała dość jakiejkolwiek nauki przez najbliższy miesiąc. Odłożyła książki wzięła pergaminy i pióro. Poszła w stronę wyjścia. Skierowała się w stronę dormitorium. Przy schodach zobaczyła swoją kuzynkę i Malfoya całujących się. Zrobiło jej się nie dobrze na ten widok. Gdy tylko Ślizgon ją zobaczył, szybko pobiegła po schodach na górę. Skorpius szepnął coś do Lilly, pocałował ją i ruszył za rudą. Dogonił ją na pół piętrze.
- Weasley stój! - Rose ignorowała go i przyśpieszyła. - Musimy porozmawiać! Stój, no! - Rose zatrzymała się i odwróciła. Ślizgon uśmiechnął się uwodzicielsko. - Wyglądasz słodko w tych okularach. - Ruda tylko spiorunowała go spojrzeniem.
- Czego chcesz?
- Pogadać.
- O czym?
- O naszym wczorajszym pocałunku. Wiesz, nikt nie może wiedzieć.
- No tak Malfoy i Weasley twoja reputacja mocno by spadła.
- Wiesz o co mi chodzi. Nikt nie może się po prostu dowiedzieć.
- Dobra. Zrobimy tak, nie powiemy nikomu. Nadal będę cię nienawidzić. Nie będziemy się do siebie odzywać, będziemy się unikać. Zapomnimy, że istniejemy dla siebie nawzajem. - Odwróciła się i popędziła do pokoju wspólnego, nie czekając na jego reakcje. Rzuciła swoje rzeczy na łóżko i spojrzała na telefon. Miała jedną nie odsłuchaną wiadomość głosową. Szybko ją odsłuchała. ~Hej Rosie, to ja An. Przepraszam, że miałam wyłączony telefon. Nie wzięłam ze sobą ładowarki. U mnie wszystko w porządku. Jestem z babcią. Wracam za tydzień i masz mi wszystko opowiedzieć z każdym najdrobniejszym szczegółem. Wszystko ci wytłumaczę jak wrócę. Tęsknie.~ Rose ulżyło. Wiedziała, że jej przyjaciółce nic nie jest i że zobaczą się już za tydzień. Siedziała w dormitorium, gdy wpadł do niej James.
- Gdzie Lilly??
- Nauczysz się kiedyś pukać?! - James zapukał w drzwi.
- Gdzie Lilly??
- Nie wiem. Wyglądam jak jej opiekunka??
- Jej koleżanki powiedziały mi, że jest w dormitorium, a jej współlokatorki, że jest u ciebie. O co chodzi?
- Poszukaj jej na korytarzu z jej nowym chłopakiem. - James wyszedł i trzasnął drzwiami. - Nie trzaskaj! Ugh!

***************

James nie musiał długo szukać. Pod wielką salą zauważył swoją siostrę i MALFOYA?!
- Lilly! Możesz mi powiedzieć co ty wyprawiasz?!
- James nie unoś się.
- Spadaj stąd Potter.
- Zamknij tą Ślizgońską jadaczkę Malfoy, bo pożałujesz!
- Dam sobie rade Skor... Idź. - Skorpius odszedł w stronę lochów.
- Co ty kombinujesz Lilly?
- Nie interesowałam cię przez tyle lat więc nie interesuj się mną teraz.
- Ty i Malfoy?!
- To takie dziwne??
- Tak!
- Nie jesteś moim ojcem James! Więc nie mów mi z kim mam być, a kogo unikać! Ja ci nie mówię kto ma być twoją dziewczyną! Zajmij się wreszcie sobą, a nie wtrącasz się w życie innych! - Lilly odeszła od niego i skierowała się w stronę lochów.

****************************


Rose nie miała ochoty w tak piękny dzień siedzieć w pokoju, więc wyszła na błonia. Usiadła pod jej ulubionym drzewem w cieniu. Lubiła tu posiedzieć i pomyśleć. Wierzba znajdowało się z dala od hałasów. Jej długie gałęzie, aż do ziemi zakrywały rudą. Wtedy odcinała się od wszystkich. Oparła głowę o pień i przymknęła lekko oczy. Wsłuchiwała się w szum wiatru, śpiewające ptaki. Nagle poczuła, że ktoś ją objął. Otworzyła delikatnie oczy. Zobaczyła Lucasa.
- Ciiii. - Uśmiechnął się do niej. Poczuła lekkie zawiedzenie, gdy go zobaczyła, ale odwzajemniła uśmiech i oparła o niego głowę.
- Skąd wiedziałeś gdzie jestem? - Szepnęła.
- Widziałem jak tu idziesz.
- Chciałam pobyć sama...
- Czemu wczoraj to zrobiłaś??
- Ale co??
- Nie udawaj, że nie wiesz Rose.
- Przypadek... Niezdara ze mnie...
- Nie kłam...
- Nie kłamie...
- Co ci takiego zrobiła Sasha?? - Jego ton był bardziej stanowczy.
- Nie twój interes...
- Mój.
- Nie.
- Chodzi o moją przyjaciółkę. - Ich rozmowa przemieniła się w kłótnię
- Pamiętaj, że też o dziewczynę.
- To ona jest tu ofiarą nie ty.
- Polowanie czas zacząć. - Zaśmiała się.
- To nie jest zabawne!
- Dla mnie tak.
- Nie poznaję cię!
- Może w ogóle mnie nie znasz? - Rose była już wyprowadzona z równowagi.
- Jesteś zazdrosna?
- Nie mam o co być...
- Co?
- Spojrzała na niego pewnie. Nie mam o co być... - Lucas popatrzył na nią z niedowierzaniem. Wstał i poszedł w stronę zamku. Rose znowu oparła głowę o pień i przymknęła oczy. Przyszła tu by mieć spokój, a nie po to by kłócić się z Lucasem. Ciężko było jej nazwać go swoim chłopakiem. Nie czuła tego co wcześniej. Czuła, że się od siebie oddalają, ale... nie żałowała tego. Siedziała tam cały dzień. Nie była dzisiaj na ani jednym posiłku. Nie miała na nic ochoty. Chciała zostać tu na zawsze, bez zmartwień. Otworzyła lekko oczy. Było już ciemno. Znowu je zamknęła i wsłuchiwała się w wiatr i huczące sowy. Usłyszała szelest liści jak by ktoś odsunął gałęzie. Ktoś usiadł koło rudej.
- Mówiłam ci Lucas, że chciałam posiedzieć sama...
- To nie Lucas... - Męski głos szepnął jej do ucha. Na jego dźwięk Rose przeszły przyjemne dreszcze. Oparła głowę o chłopaka i dalej leżała z zamkniętymi oczami. Chłopak objął ją i przybliżył do siebie. Czuła się tak bezpiecznie w jego ramionach mimo, że była w nich pierwszy raz. Chłopak pocałował ją lekko w głowę na co ruda uśmiechnęła się lekko, ale zauważył to. Siedzieli w ciszy. Rose zmarszczyła lekko czoło.
- Nie możemy tak...
- Ciii... - szepnął. - Musisz zepsuć każdą chwilę lisica?
- Dawno mnie tak nie nazywałeś. - Otworzyła lekko oczy, spojrzała na Skorpiusa i uśmiechnęła się zadziornie. - A co z dzisiejszym nikt nie może się dowiedzieć? - Malfoy przestał obejmować już dziewczynę. Ich ręce leżały centymetr od siebie.
- O tym też nie muszą wiedzieć.
- A Lilly??
- Za dużo pytań... - Rose wyprostowała się i oparła o drzewo. Zaczęła trząść się z zimna. Chłopak to zauważył. - Może pójdziemy do środka?
- Nie. Tu jest dobrze. - Uśmiechnęła się i zamknęła oczy.
- Ale ci zimno...
- Wcale nie.
- Trzęsiesz się i masz już gęsią skórkę. - Ruda tylko wzruszyła ramionami. Czuła, że marznie, ale nie chciała wracać. Skuliła się w kulkę i zaczęła trzeć rękoma o ramiona by było jej cieplej. Skor wstał zdjął z siebie bluzę, usiadł koło rudej i okrył ją bluzą. Spojrzała na niego ze zdziwieniem. On tylko uśmiechnął się i objął ją. W głowie rudej pojawił się chytry głosik „Jesteś dla niego tylko wyzwaniem”. Rose szybko wstała oddała Ślizgonowi bluzę i poszła do dormitorium. „Co ja zrobiłem źle?”. Pomyślał i poszedł w stronę zamku.  

sobota, 21 września 2013

17. Rude, jest wredne.

Rose stała przed lustrem, w sukience. Miała delikatny makijaż, który idealnie podkreślał jej oczy. Usta pomalowała czerwoną szminką, która świetnie współgrała z kolorem sukienki. Oglądała każdy szczegół swojej kreacji. Musiała być pewna, że wszystko będzie wspaniałe. Podeszła do szafki koło łóżka i sięgnęła telefon.
- Hej An. To znowu ja... Czemu nie odpierasz?? Martwię się... Szkoda, że nie będzie cię ze mną na balu... - Do pokoju ktoś wszedł bez pukania.
- Lucas czeka na dole.
- Dobrze... - Po policzku rudej popłynęła samotna łza.
- Rosie wszystko w porządku?? - James podszedł do kuzynki.
- Martwię się o nią... - Przytuliła się do kuzyna. James odsunął ją lekko i wytarł jej policzek. Przyjrzał się dokładnie kuzynce.
- Wyglądasz ślicznie. Nie martw się w końcu jest z babcią pamiętasz, że do normalnych ona nie należy. - Rose uśmiechnęła się lekko. - Chodź bo twój partner się pewnie nie cierpliwi. - Chłopak wyciągnął do niej ramie ona złapała go i razem zeszli na dół. Lucas oniemiał jak ją zobaczył. Gdy była dołu schodów podszedł do niej i przejął ją od Jamesa.
- Wyglądasz... Mega.
- Dziękuję. - Lekko zawahała się. - Ty też, nie najgorzej. - Uśmiechnął się do niej.
- To co idziemy. - Wtrącił James.
- A gdzie Lilly??
- Kazała przekazać, że przedłuży jej się trochę i spotkamy się na imprezie.
- No to chodźmy. - Cała trójka poszła razem do wielkiej sali. Ozdobiona była na srebrno i złoto. Wyglądała tak magicznie (?). James od razu poszedł do swoich wielbicielek. Lucas i Rose usiedli przy jakimś pustym stoliku.
- To ja przyniosę coś do picia. - Zaproponował. Ruda skinęła tylko głową. Po chwili dosiadł się do niej Ashton.
- Jak impreza??
- Mmm... dobrze. - Uśmiechnęła się do niego. - Przyszedłeś sam??
- Tak jakby.
- Jak to tak jakby??
- Moja partnerka została zdemoralizowana przez Séraphin. I poszła z nią do spa.
- Nie zauważyłam kiedy przyjechała Séraphin.
- Zawsze przyjeżdża kiedy chce.
- W końcu to Migliore. Nikt jej rodzicom, ani jej nic nie powie.
- Są osoby, które się jej przeciwstawiają.
- I źle na tym kończą. Chociaż, Lola jako jedyna nie żałuje tego.
- Lola nie jest obojętna dla Séraphin. Czuje, że jest przy niej zagrożona. A gdzie Lucas?
- Poszedł po coś do picia. - Ruda zaczęła się rozglądać po sali.
- Tam jest. - Wskazał palcem ślizgon. Krukon stał przy stoliku z ponczem i popijał go z Sashą. - Wygląda na to, że dobrze się bawią.
- Nie długo. - Rose wstała i zabrała ze stolika obok kubek z niedopitym ponczem.
- Nie rób czegoś, co będziesz żałować.
- Uwierz nie będę. - Rose pewnie ruszyła w stronę śmiejącej się dwójki. Była niedaleko, gdy usłyszała szepty wokół. Wszyscy patrzyli na drzwi wejściowe. Ruda odwróciła się i aż otworzyła usta. W wejściu stał Skorpius obejmujący Lilly w pasie. - Co? - Szepnęła do siebie Weasley. Szybko jednak oprzytomniała i przypomniała sobie co miała zrobić. Stanęła koło swojego chłopaka i wylała całą zawartość kubka na jego towarzyszkę. - Ups... - Zakryła teltralnie usta i kontynuowała. - Niezdara ze mnie. - Uśmiechnęła się złośliwie.
- Rose co w ciebie wstąpiło?!
- Ty... Ugh! Suka! - Sasha szybko poszła w stronę wyjścia. Lucas tylko spojrzał gniewnie na rudą i pobiegł za nią.
- 1:0 dla siebie. - Usłyszała za plecami. Odwróciła się i zobaczyła Malfoya.
- Uważaj możesz być następny.
- Lisica pokazuje pazurki? - Uśmiechnął się uwodzicielsko. Uśmiechnęła się najbardziej słodko jak potrafiła i zbliżyła się do niego i odpowiedziała.
- Nic ci do tego dupku. - Minęła go zwinnie. Blondyn szybko złapał ją za łokieć i odwrócił w swoją stronę. Przybliżył się i szepną jej do ucha.
- Rozumiem, że jesteś zła, ale nie wyżywaj się na mnie.
- Puść mnie.
- Nie skończyłem z tobą rozmowy.
- A ja tak. Puść mnie. - Rose spojrzała groźnie. Wyrwała się Skorpiusowi z uścisku i kontynuowała. - Nie obchodzisz mnie Malfoy. Wróć do swojej Lilly, albo prześpij się z Séraphin, ale mnie zostaw w spokoju.
- Zazdrosna? - Uśmiechnął się jednym kącikiem ust i uniósł brew pytająco.
- W tej chwili, wściekła. - Pokręcił lekko głowo. Rose uśmiechnęła się i odeszła od niego. Poszła na środek sali i zaczęła tańczyć. Nie przejmowała się niczym ani nikim. Gdy zabrzmiała wolna piosenka, pary zaczęły się kleić i tańczyć. Ruda poczuła się lekko dziwnie. Odeszła na bok i usiadła, jako jedna z niewielu przy stoliku. - 1:1. - Powiedziała szeptem. Pośród wirujących par dostrzegła Ślizgona z kuzynką. Zaczęła iść w ich stronę, ale nagle ktoś ją pociągnął do tańca. Ruda niechętnie zaczęła tańczyć z Ashtonem. Przybliżył Weasley do siebie i szepnął.
- Nie rób już dzisiaj nic.
- Robisz dzisiaj za mojego anioła stróża?
- Można tak powiedzieć. - Koło nich kręciła się jakaś para. Rose znała te osoby tylko z widzenia. Przybliżyła się do nich i wtrąciła w ich taniec.
- Odbijany. - Uśmiechnęła się zadziornie. Dziewczyna niechętnie puściła dotychczasowego partnera i zaczęła tańczyć z Ashtonem, ruda za to z nieznajomym.
- Znamy się?
- Tylko mi pomagasz. A teraz muszę już iść. - Rose puściła go i poszła w kierunku Malfoya i Poterówny. Wokół był taki tłum, że nikt nie zauważył rudej. Gdy Malfoy delikatnie opuścił Lilly, jej sukienka opadła na ziemie. Ruda korzystając z okazji przydepnęła ją. W efekcie, gdy Blondyn podnosił partnerkę jej suknia zerwała się.
- Rose, suko! - Szybko wybiegła z sali z różowymi majtkami na wierzchu. Ruda stała przyglądając się tej sytuacji z rozbawieniem. Po chwili ktoś porwał ją do tańca.
- Malfoy co ty robisz?
- Jednak to prawda. - Uśmiechnął się złośliwie.
- Co??
- Rude, jest wredne. - Spojrzała na niego groźnie. - Nie rozumiem jednego...
- Czego?
- Przegrałaś mecz bo bałaś się, że zrobię coś Małej Potter, a jedynym zagrożeniem dla niej jesteś Ty. - Zasłużyła...
- Czym? Bo przyszła ze mną?
- Nie ważne.
- Pociągam cię? - Przybliżył się i szepnął, po czym uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Gdy na ciebie patrzę zbiera mi się na wymioty. - Zaczęli szeptać do siebie.
- To po co to robisz?
- Mam ku temu powody.
- A to na błoniach?
- Nie wiem o czym mówisz...
- Wiesz. - Na szczęście piosenka się skończyła i ruda odsunęła się od Malfoya. Wyszła z wielkiej sali i skierowała się na błonia. Usiadła na ławce przed jeziorem. - Nie dokończyliśmy rozmowy.
- Nic się nie wydarzyło więc nie ma o czym gadać.
- A gdyby potoczyło się inaczej?
- Masz na myśli, gdyby twoja dziewczyna nam nie przeszkodziła?
- Séraphin nie jest moją dziewczyną...
- No tak. Teraz Lilly? A jutro kto?
- Ty. - Uśmiechnął się złośliwie.
- Nie licz na to.
- Lilly również nie jest moją dziewczyną...
- Uwierz mi nie obchodzi mnie to...
- Skąd mogę wiedzieć, że mogę ci wierzyć? - Przybliżył się do niej.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie kłamiesz? - Odgryzła się.
- A co tam u Lucasa? - Trafił w czuły punkt i dobrze o tym wiedział. Rudej od razu zaszkliły się oczy.
- Nienawidzę cię. - Wysyczała. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Skorpius delikatnie wytarł ją z jej policzka.
- Nie sądzisz, że to nie ma sensu. Że on coś ukrywa?
- Skończ. - Wyszeptała.
- Że nie jest z tobą szczery, że nie jest ci wierny?
- Zamknij się! - Krzyknęła. - Nie obchodzi mnie twoje zdanie! - Rudą ciężko było wyprowadzić z równowagi, ale Malfoyowi przyszło to z łatwością. Wiedział co powiedzieć by ją zabolało. - Nie obchodzisz mnie ani ty ani Potter ani ta twoja suka Séraphin! Nie wiem do czego dążysz, bo jeżeli do tego bym cię jeszcze bardziej znienawidziła, gratulacje! Udało ci się! - Rose wstała, ale blondyn pociągnął ją na dół. Przybliżył się do rudej.
- Nie do tego... - Gdy wypowiadał te słowa lekko muskał jej usta.
- A więc do czego? - Szepnęła. Byli tak bardzo blisko. Rose lekko przymknęła oczy, co blondyn odebrał jako zgodę. Lekko musnął jej usta. Ona lekko odwzajemniła. Uśmiechnął się w jej usta i ponowił pocałunek. Ruda odwzajemniła go. Zaczął pogłębiać swoje pocałunki. Rose odwzajemniała je. Była w nich pasja, ale także i... uczucie... Już tylko oni, błonia i...
- Słodko gołąbeczki. - Szybko odsunęli się od siebie.
- Lola. - Zdziwił się Skorpius.
- Hej. Séraphin cię szuka. - Uśmiechnęła się uroczo. Blondyn wstał i poszedł w stronę zamku. Brunetka usiadła koło Rose. - Nie martw się nikomu nie powiem.
- Dziękuję.
- Nie mów nic Lucasowi. - Ruda zdziwiła się. - On też nie do końca był ci dzisiaj wierny.
- Ale... - Rose nie potrafiła się wysłowić.
- Ale cichosza... - Przyłożyła palec do ust i uśmiechnęła się. - Nie wiem co czujesz do Skorpiusa, ale nie warto. Uwierz.
- Nic nie czuje.
- Może i jest moim przyjacielem, ale to także dupek. Może cię zranić, jak inne.
- Czemu mi to mówisz??
- Bo przy tobie on zaczął się zachowywać inaczej.
- Oprócz tego, że zamiast rzucać we mnie zaklęciami całuje mnie to nie zauważyłam zmian. - Uśmiechnęła się.
- Naprawdę cię lubię Rose. Dla tego cię ostrzegam, uważaj na niego.
- Dobrze.
- Naprawdę nic?
- Absolutnie nie.
- To dobrze. Jesteś dla niego tylko wyzwaniem. - Złapała Rose za rękę. - Miło się rozmawiało. - Uśmiechnęła się szczerze. - Muszę już iść. - Wstała i poszła w stronę zamku. Rose siedziała i myślała o słowach Ślizgonki.

*********



Lola weszła do pokoju wspólnego Ślizgonów.
- Co jej powiedziałaś??
- Ostrzegłam przed tobą.
- Czemu to robisz?
- Jesteś taki sam jak on...
- Nie wiesz jaki jest mój ojciec. - Wysyczał.
- Wiem. A ty jesteś taki sam. Nie zmienisz się. Nie ważne jak bardzo będziesz tego chciał.
- Nie jestem taki jak on. On był tyranem, dupkiem i ranił na każdym kroku!
- Jesteś taki sam. - Szepnęła. - Odczep się od Weasley. I tak już kto inny ją rani.
- Kto?? Jak??
- Odpuść sobie... Proszę. Jeszcze zdąży się wycierpieć... 

---------------------------------------------------------------------------------
Czekam na komentarze i opinie :D

wtorek, 10 września 2013

16. On jest okropny...

An obudziła się dość późno. Wstała z łóżka, wzięła szlafrok i zeszła na dół. Przy stole siedziała jej babcia popijając herbatę i czytając proroka.
- Hej...
- Śniadanie na stole. - Nawet nie uraczyła An spojrzeniem. An popatrzyła chwilę na przypaloną jajecznice i odpowiedziała.
- Nie jestem głodna. - Pani Drank dojrzała na nią z nad gazety.
- Musisz mieć siłę.
- Ale na co?? Rodzice w ogóle wiedzą, gdzie jestem?? Czemu nic mi nie chcesz powiedzieć??
- Wszystko w swoim czasie. - An już otwierała usta by coś powiedzieć. - Wszystko w swoim czasie. - Powtórzyła jej babcia. Anabelle usiadła i z trudem zjadła jajecznice.
- Kiedy wrócę do Hogwartu??
- Zależy jak szybko ci pójdzie.
- Co pójdzie??
- Nauka...
- Przyjechałam się tu uczyć?! A niby co robiłam w Hogwarcie?!
- Nie unoś się. - Powiedziała spokojnie. - Nie nauczysz się tego w Hogwarcie.
- Ale czego??
- Za dużo pytań...
- Za mało odpowiedzi. - An zwęziła oczy.
- Wszystko w swoim czasie.
- Ciągle to powtarzasz!
- Wszystko w swoim czasie.
- Mam tego dość! - An wstała od stołu i zacisnęła pięści. Nagle woda w czajniku zaczęła ostro bulgotać. Wystrzelił gwizdek i zaczęła się wydobywać para, a po chwili wypływała i woda. Anabelle rozluźniła ręce i znów było normalnie. - Co to było?! Co się ze mną dzieje?! - An uciekła na górę do swojego tymczasowego pokoju. Leżała skulona na łóżku. Podeszła do niej babcia i pogładziła po ramieniu.
- Musimy poważnie porozmawiać.
- Odpowiesz mi na moje pytania??
- Postaram się, ale nie obiecuje, że na wszystkie.
***************
Rose siedziała w dormitorium. Leżała na łóżku swojej przyjaciółki. Wzięła telefon do ręki, wybrała numer An i przyłożyła telefon do ucha. ~Hej tu An. Zostaw wiadomość, później od dzwonie~ - Poczta głosowa... - Powiedziała pod nosem Rose. Po dziesiątej próbie dodzwonienia się postanowiła nagrać jej się na pocztę. - Hej, to ja Rose. Martwię się o ciebie. Gdy tylko będziesz mogła zadzwoń... tęsknie. - Rozłączyła się. Głęboko odetchnęła i opadła na poduszki. Nagle do pokoju wpadł James.
- Hej An... Nie ma jej tu??
- Nie.
- Gdzie jest??
- Nie wiem.
- Co?!
- Babcia ją zabrała do domu. A co się tak interesujesz??
- Tak pytam... Zadzwonię do niej.
- Powodzenia...
-Co??
- Próbowałam. Ma wyłączony telefon.
- Trzeba iść do McGonagall. Może się jej coś stało?!
- Byłam już...
- I co??
- Ona mi powiedziała, że babcia ją zabrała. Sprawy rodzinne.
- I tyle?
- Wiem tyle co ty. Nie naciskaj bo nic nie wskórasz. Nie idziesz na lekcje??
- Nie słyszałaś??
- Czego??
- Zawodnicy olimpiady mają wolne od zajęć, by się przygotować i potrenować.
- Nie idę.
- Gdzie??
- Na trening! Nie mam siły James.
- Idziesz. - Rose nadal leżała w piżamie, ale Jamesowi to nie przeszkadzało. Wziął ją przez ramię ( Wyglądało to jak by ją upolował). Szedł przez korytarze. Nie uniknęli widowiska, śmiechów i gwizdów na widok piżamy Rose. Postawił ją dopiero na boisku. Zobaczyli, że niedaleko nich toczy się kłótnia pomiędzy Gryffonami a Ślizgonami.
- Malfoy co tu robisz?! - Rose chciała zabrzmieć poważnie i groźnie, ale zapomniała w jakim jest stroju. Ślizgoni zaczęli się śmiać na jej widok.
- No, no Weasley. Niezłe wdzianko na grę w Quidditcha. - Rose najpierw spiorunowała spojrzeniem Kuzyna, potem blondyna.
- Odczep się Malfoy! My zarezerwowaliśmy boisko.
- Nie wydaję mi się.
- Rosie...
- James nie przerywaj. To nasz czas treningu.
- Nie sądzę.
- Rose...
- James zamknij się.
- Zobacz sama. - Skorpius wyciągnął przed nią, pozwolenie oraz grafik treningów. Rose patrzyła ze zdziwieniem. Rzeczywiście teraz trening mieli Ślizgoni. Spojrzała groźnie na Jamesa.
- Wytłumaczę.
- Proszę...
- Zapomniałem zarezerwować boisko... - Powiedział szeptem.
- James!! Ty tępy idioto!! - Gryffoni zaczęli iść w stronę szatni. Rose poszła za nimi, a James zaczął biec za całą grupą. Gdy weszli do szatni wszyscy usiedli na ławkach.
- Proszę kapitanie od siedmiu boleści. Jaki masz plan?? Jak mamy trenować??
- Bez obaw. Możemy na początku pobiegać kilka kółek wokół jeziora na błoniach. Tak dla kondycji.
- Dojdę, idę się przebrać. - Rose wyszła z szatni. Po 15 minutach spotkała się z gryfonami na błoniach. Ubrana była w luźną, ale nie długą szarą koszulkę z numerem 87 do tego krótkie czarne spodenki i sportowe buty. Włosy związała w wysoki kucyk.
- Gdzie wszyscy?? - Spytała Rose rozglądając się.
- Już zaczęli. Radze ci też zacząć bo masz 4 kółka w plecy. - Rose spiorunowała go spojrzeniem i zaczęła biegać. Wszyscy już skończyli, Rose podeszła do nich.
- Możecie iść. - Zwrócił się do Rose. - Ty nie. Nie zrobiłaś 15 kółek.
- Zrobiłam 10...
- Za mało jeszcze 5 szybciutko... - Rose popatrzyła na niego błagalnie, on zaprzeczył i gestem kazał jej biec. Po dwóch kółkach zobaczyła, że James jest daleko z grupką fanek, jednak nadal ją obserwuje.
- Jeszcze trzy kółka powiedziała pod nosem. - Po ostatnim kółku padła na ziemie. Zobaczyła, że w pobliżu nie ma już Jamesa. - Świetnie.
- Weasley, nie masz łóżka. - Nie miała siły się z nim kłócić więc zignorowała go.
- Zmęczona?? - W geście tylko kiwnęła głową. - Masz. - Podał jej butelkę wody. Ruda usiadła i spojrzała podejrzliwie na Ślizgona. - Nic do niej nie dodałem. - By potwierdzić swoje słowa odkręcił butelkę i napił się. - Widzisz. - Rose wzięła od niego butelkę. - Strasznie was męczy co?? Szkoda, że mimo tego wysiłku przegracie. - Uśmiechnął się złośliwie.
- Nie robię tego dla niego!
- Ah tak, a dla kogo??
- Dla siebie.
- Dla siebie? - Spojrzał z rozbawieniem.
- Tak. - Nie dała się wyprowadzić z równowagi.
- Po co??
- Co??
- Po co to robisz??
- No wiesz, by mieć lepszą kondycje, spalić trochę zbędnych kilogramów. - Malfoy szczerze roześmiał się.
- No co? Aż takie to zabawne? - Spojrzał na nią.
- W twoim przypadku tak.
- A to niby czemu? - Stanęła z założonymi rękoma, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- Weasley z takim myśleniem to ty się w anoreksje wpędzisz.
- A od kiedy cię interesuje co ze mną będzie. - Zbliżyła się do niego.
- Wiesz jak ciebie nie będzie to kogo będę dręczył. - Zrobił krok do przodu.
- A więc jestem ci potrzebna. - Odległość pomiędzy nimi mierzyła nie przekraczała 10cm. Ruda stała z lekko zadarta głową do góry, za to Skorpius lekko patrzył w dół. Patrzyli sobie prosto w oczy. Rose nadal miała je niebezpiecznie zmrużone, jak by chciała go do czegoś podpuścić.
- Nie przeceniaj się Weasley.
- O to się nie bój Malfoy. - Byli tylko oni. W około ani żywej duszy. Stali tak blisko siebie i wpatrywali się w siebie zawzięcie. Rose ukradkiem spojrzała na usta blondyna, szybko jednak wróciła wzrokiem do oczu. Skorpius zauważył to i przybliżył delikatnie twarz do twarzy dziewczyny. Rose wcale nie była przeciwna, nie odepchnęła go ani nie odsunęła się. Stała sparaliżowana. Ich usta dzieliły milimetry. Ruda przymknęła oczy...
- Hej! - Szybko odskoczyli od siebie na dźwięk głosu Séraphin. - Przeszkodziłam w czymś??
- Nie, właśnie miałam iść.
- Hej Skorpionku.
- Miałaś mnie tak nie nazywać...
- Wybacz. - Rose była już w miarę daleko od nich. Jednak, gdy się odwróciła zobaczyła Skorpiusa całującego się z piękną blondynką. „A co mnie to...” Pomyślała i poszła do dormitorium. Pierwsze co sprawdziła telefon, czy przypadkiem An się nie odezwała. Gdy skrzynka była pusta odłożyła telefon na szafce i poszła wziąć prysznic. Odkręciła zimną wodę. Myślała, że tak orzeźwiająco zimny prysznic ochłodzi ją i jej myśli. Poczuła się dziwnie widząc Skorpiusa całującego się z Séraphin. „Mam chłopaka” Szybko pomyślała. „Nie mogę się tym przejmować. Muszę przegrać mecz, z godnością.” Wyszła szybko z łazienki, założyła strój do Quidditcha, wzięła miotłę i pobiegła na trening. Po drodze nie spotkała Ślizgonskiej pary. „Może i lepeij”. Po głowie chodziła jej taka myśl...
*************

Na boisku zebrała się już cała szkoła. Olimpiada miała się zacząć od meczu w Quidditcha. Komentatorem meczu był Albus Potter. Wszyscy czekali niecierpliwie na wyniki, gdy z głośnika usłyszano drzwięk wszyscy ucichli.
- Do finału doszli Ślizgoni!! - Trybuny z domu węża zaczęły piszczeć, krzyczeć i bić brawa.
- I Gryfoni!! - Gryffoni zaczęli skakać i krzyczeć. Obie drużyny wyszły na boisko. Pomiędzy nimi stała pani Hooch.
- Kapitanowie do mnie. - Wyszedł James i Skorpius. - Podajcie sobie ręce. - Niechętnie z zaciętymi minami podali sobie ręce. - To ma być czysta gra. Zawodnicy na miotły! - Wszyscy weszli i czekali na sygnał, że mogą się wznieść w powietrze.
- Złoty znicz został wypuszczony! - Krzyknął Albus. Pani Hooch zagwizdała i rzuciła w górę kafel.
-Kafel dostał się w ręce Ślizgonów, po chwili Gryffoni go przejeli. Nadleciał tłuczek, ale zawodowo został odbity w ścigającego Ślizgonów. - Komentował Albus. - Świetny unik, ale co to Gryffindor strzelił gola!! - Gra toczyła się dalej. Od Rose zależało najwięcej była szukającą. Gryffoni prowadzili 20pkt to świetny moment, by złapać znicza. Rose zobaczyła go niedaleko obręczy Ślizgonów. Ruszyła powoli żeby szukający przeciwnej drużyny mógł zauważyć, gdzie jest znicz. Po chwili wyprzedził ją, wtedy ruda lekko przyśpieszyła. - Szukający gnają za zniczem. Lecą łeb w łeb nad ziemią. Wyciągają ręce... - Gdy nagle Rose straciła równowagę i spadła z miotły. - Slytherin złapał znicz!! I wygrywa konkurencje w Quidditcha!! - Skorpius wraz z innymi zawodnikami wylądował na ziemi. Od razu podbiegł zobaczyć co z Rose. Odległość nie była tak wysoka by stało się coś poważnego najwyżej złamanie. Ruda leżała nieprzytomna. Podbiegła pani Hooch.
- Odsuńcie się. - Sprawdziła tętno Rose. - Jest tylko nie przytomna. Skorpius wyszedł z szeregu.
- Zaniosę ją do skrzydła szpitalnego.
- Dobrze. Reszta rozejść się! To nie widowisko! Są jeszcze inne dyscypliny na które warto popatrzeć! - Uczniowie zasiedli na trybunach. Malfoy podniósł Rose i skierował się do Skrzydła szpitalnego. Gdy położył ją na łóżku przybiegła Pomfrey.
- Co się stało??
- Mecz Quidditcha spadła z miotły z nie dużej wysokości. - Pielęgniarka od razu zaczęła wymachiwać różdżką. - Już zmykaj. - Malfoy niechętnie wrócił na olimpiadę. Po całym wydarzeniu do rudej przyszedł Hugo, Albus i Lilly. Rose czuła już się lepiej i siedziała na łóżku pijąc jakieś zioła na wzmocnienie.
- Jak tam Rosie.
- Amm... wszystko już w porządku Lilly. A gdzie James??
- Nie chiał przyjść.
- Twierdzi, że przez ciebie przegrali. - Powiedział Albus.
- Dzięki za szczerość...
- On jest okropny... - Wtrąciła Lilly. - Nawet nie podszedł sprawdzić czy nic ci nie jest, gdy spadłaś.
- To kto mnie przyniósł??
- Skorpius. - Powiedział szybko Hugo.
-CO?? - Rose otworzyła szeroko oczy.
- Sam się zdeklarował. - Do skrzydła weszła pielęgniarka.
- O widzę, że już ci lepiej. Nie odbiorę ci zabawy. Możesz już wyjść.
- Dziękuję.
- Tylko nie ściągaj jeszcze bandaża z ręki.
- Dobrze. - Rose szybko wstała i pobiegła z Lilly w stronę portretu grubej damy.
- Rose ty idź, ja muszę jeszcze coś załatwić. Spotkamy się w pokoju wspólnym za godzinę. - Do balu zostało półtorej godziny. Lilly popędziła pod Wielką Salę.
- No Potter. Umowa to umowa.
- Zgoda. Nie wiem jakim cudem, ale przegraliśmy. Pójdę z tobą na bal.
- o 19 w lochach.
- Dobrze. - Dziewczyna pobiegła na górę do dormitorium. Musiała się wyszykować. „Pierwsza faza planu zakończona”. Pomyślała Lilly.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział :3 ten jest dłuższy od poprzednich :D I znowu proszę was o komentarze, gdyż lepiej się pisze gdy wiadomo, że ktoś to czyta :)