sobota, 27 kwietnia 2013

8. Skor... nie.



Na astronomii Rose siedziała wpatrzona w nauczyciela z zainteresowaną miną. Nie miała ochoty się z nim kłócić. Po chwili tak się zamyśliła, że nie usłyszała dzwonka.
- Rose. Pamiętasz o szlabanie??
- Tak. Dzisiaj o 19. – Ruda uśmiechnęła się i wyszła z Sali. Poszła prosto do Lucasa. Szukanie go nie zajęło jej dużo czasu. Siedział na parapecie z Jamesem i jakimiś 2 Krukonami.
- Hej Rose. – Brunet spojrzał na nią i wyszczerzył śnieżno białe zęby.
- Hej James. – Rose odwzajemniła gest. Jej uśmiech nie był jednak taki przesadny. Podeszła do Lucasa, usiadła mu na kolanach i pocałowała. Nagle przybiegła do nich zdyszana z potarganym, nie dbale związanym kucykiem Lilly.
- Widzieliście Albusa??
- Nie, a co zniknął?? – James zrobił obojętną minę, tak jakby Albus go najmniej interesował w tym momencie. Rose popatrzyła na niego surowo, po chwili spojrzała na Lilly.
- Co się stało??
- Zniknął gdzieś. Od wczoraj wieczorem nikt go nie widział, nie było go też na lekcji. – Lilly zaczęła kręcić się w kółko i denerwować.
- Ej. Nie martw się. – Ruda podeszła do niej i przytuliła.
- Dziewczyny błagam. To Albus. Wiecznie gdzieś znika. – James wstał i poszedł w głąb korytarza.
- Co go ugryzło?? – Rose spojrzała na Lucasa. Chłopak tylko wzruszył ramionami.


*****


- Albus!
- Skorpius. Coś się stało?? - Blondyn podbiegł do niego.
- Nie, ale muszę z tobą pogadać.
- Mów.
- Lilly ma chłopaka??
- Nie, a czemu pytasz?? – Spojrzał na niego pytająco.
- Czyli nie idzie z nikim na bal?? – Blondyn ciągnął dalej, nie zważając na pytanie Pottera.
- Jeszcze jakiś tydzień temu próbowałeś wyrwać Rose, a teraz już ci się znudziła więc biegniesz do Lilly?!
- To nie tak. To bardziej skomplikowane.
- Skorpius jesteś moim przyjacielem. – Blondyn spojrzał na niego z nadzieją. – Ale nie pozwolę ci wykorzystać Lilly.
- Przecież nie chce jej wykorzystać!
- To po co ci Lilly.
- Chce z nią iść na bal. Jak przyjaciel z przyjaciółką.
- Od kiedy się przyjaźnicie?? – Ciągnął dalej Albus.
- Może zaczniemy. – Skorpius zaczął mówić bardziej jadowicie.
- Skor... nie.
- Albus przyjacielu. Lilly ma swój własny rozum i sama zdecyduje z kim pójdzie na bal… - Po Tych słowach blondyn poszedł na lekcje.
- Jest zbyt mądra by z tobą pójść… - Powiedział pod nosem Potter.
- Albusie Severusie Poterze!!! Gdzieś ty był?!
- Lilly słońce, no witaj.
- Żadne słońce. W tej chwili sklep mi jedno sensowne zdanie z powodem dla którego opuszczasz lekcje.
- Gdyż Lilly byłem zmęczony, a gdy jestem zmęczony robie się zrzędliwy i właśnie dla tego nie byłem na lekcji.
- Daje ci 5 minut.
- Na co??
- Na powiedzenie mi prawdy, albo wymyślenia bardziej sensownego kłamstwa.
- Lilly Słońce. Jestem twoim starszym bratem i to ja w tej chwili się pytam czemu cię jeszcze nie ma na lekcji. Już po dzwonku. – Lilly szybko odwróciła się i pobiegła w stronę szklarni.


*****


- Ok, a więc tak jak się umawiałyśmy.
- Dobra zaczynamy jutro po śniadaniu.
- Anabelle dasz radę??
- Ruda, czy ja kiedyś nie dałam rady?? Po za tym mam prostsze zadanie od ciebie.
- Dobra. Jutro po śniadaniu.
- O czym tak gadacie panienki??
- James! Wystraszyłeś mnie. – James usiadł zadowolony z siebie pomiędzy dziewczynami.
- Nie pchaj się tak Potter!
- Anabelle zobacz czy cię nie ma za oknem. – An szybko stanęła przed Jamesem.
- Zaraz mogę ci pomóc zobaczyć czy ciebie tam nie ma. – Blondynka ze złości zacisnęła pięści. Po chwili w lampce stojącej obok nich na stoliku pękła żarówka.
- Co się stało??
- Pewnie się przepaliła. – Stwierdził nie wzruszony James. Rose wstała wzięła An pod rękę i poszły razem do dormitorium.
- Rose co to było??
- Nie mam pojęcia. Może James ma racje, może tylko żarówka się przepaliła.
- Od kiedy Potter ma rację?!
- Nie wiem, Ok!
- Bez nerwów. Masz rację. Przesadzam.  
- Myślisz, że słyszał o czym mówimy??
- Tak mi się wydaje. Wyciągnę to od niego.
- Jak??
- Po dobroci, albo siłą. – An szybko wstała i zeszła do pokoju wspólnego.
- James kochanie.
- Co chcesz An??
- Uświadomiłam sobie, że rzadko rozmawiamy…
- My nigdy nie rozmawiamy. – Wtrącił James.
- Zamknij się i daj mi dokończyć… to znaczy nie przerywaj mi proszę – Ostatnie słowo wypowiedziała przez zęby. – Jak już mówiłam, czas to zmienić porozmawiajmy.
- Dobra, ale schowaj różdżkę. – An powoli wsunęła z powrotem różdżkę do kieszeni. – Teraz możemy rozmawiać. – Złapał An za rękę i dalej zaczął mówić. – O czym chcesz pogadać??
- Powiedź mi proszę, szczerze, czy słyszałeś coś z mojej i Rose rozmowy.
- Tak.
- Co słyszałeś??
- Tylko tyle, że jesteście umówione jutro po śniadaniu. – Anabelle wyrwała swoją rękę z jego uścisku i kontynuowała.
- Coś jeszcze??
- Co??
- Spytałam czy coś jeszcze słyszałeś.
- Słyszałem kiedy?? Nic ci nie powiem. – James wstał i poszedł do dormitorium.
- O co chodzi? – Powiedziała pod nosem An.
- I jak?? – Przybiegła szczęśliwa Rose. – Powiedź, że ci się udało.- An uśmiechnęła się.
- Tak. Słyszał tylko tyle, że jutro po śniadaniu mamy się spotkać. Znaczy tyle mi się udało wyciągnąć.
- Jesteś genialna. Nikt nie potrafi w tak szybkim czasie wyciągnąć informacji o Jamesie. – Ruda przytuliła Anabelle. An jednak nie wiedziała co się stało, ani jak to się stało.


wtorek, 9 kwietnia 2013

7. Piękna noc, co Rosie?



Rose nie mogła spać. Cały czas myślała nad wszystkim. Nad związkiem, nad Lucasem. „Czemu chciał się spotkać z Anabelle??” „Czemu miała mi nic nie mówić.” Była przywiązana do Lucasa. Nie chciała nazywać tego miłością. Sama do końca nie wiedziała co to jest miłość. Wiedziała, że nie czuła tego, co te wszystkie dziewczyny w tych tanich komediach jej matki. Nie miała motylków w brzuchu, nie cieszyła się z taką ekscytacją na jego widok, nie czekała niecierpliwie na spotkanie z nim. Wręcz przeciwnie. Unikała go. Nie wiedziała czemu. Był dla niej ważny, nie chciała go zranić, ale czy dość ważny by zajmować w jej życiu tak dużą rolę jak chłopak?? Nie chciała kończyć tego związku. Chciała poznać go bliżej, odkryć jego tajemnice, odkryć jego. Nie tego Lucasa co pokazuję wszystkim, a tego, którego znała by tylko ona. By otworzył się przed nią, nie miał tajemnic, jak teraz. Nie potrafiła mu do końca zaufać do póki on trzymał ją na dystans. Zrezygnowana wstała z łóżka i poszła przejść się po zamku. Gdy szła usłyszała śmiechy jakiejś dziewczyny. Bez namysłu poszła w kierunku hałasu. Gdy skręciła za ścianą zobaczyła Lucasa. Zakuło ją serce tak mocno, że poczuła ból na całym ciele. Bez łez, bez rezygnacji podeszła bliżej.
- Piękna noc, co Rosie? – Palnął Lucas.
- Och tak piękna. Nie przedstawisz mi swojej koleżanki?? – Popatrzyła na niego niecierpliwie z lekką irytacją.
- To tylko Sasha.
- Ach… Tak… Tylko Sasha… - Uśmiechnęła się szyderczo. – Jestem Rose. – Wyciągnęła rękę do dziewczyny.
- Ja… ja już lepiej… lepiej pójdę. – Zaczęła się jąkać i szybko pobiegła do dormitorium.
- O co ci chodzi?? – Zapytał nie do końca pewny Lucas.
- Mi o nic, a tobie o co chodzi??
- W co ty grasz??
- Ja? W nic. A ty w co grasz??
- Przestań!
- Przestać, co?
- Odwracać moje pytania przeciwko mnie.
- Skąd ten pomysł. – Mówiła bardzo spokojnie, akcentując każde słowo. W jej głosie nie dało się wyczuć żadnych emocji. Ta rozmowa coraz bardziej przerażała Lucasa. Nie wiedział czego ma się spodziewać. Szczerze to wolał by Rose zrobiła mu awanturę. Nawrzeszczała na niego, zaczęła płakać, uderzyła by go i uciekła. A tu żadnej reakcji. Nic, zero jakiego kol wiek odczucia.
- Rose jesteś zła??
- Na co miała bym być zła??
- A zazdrosna??
- Czemu miała bym być zazdrosna??
- Boże, porozmawiaj ze mną normalnie. – Ruda przechyliła lekko głowę na bok.
- Przecież rozmawiamy normalnie.
- Chcesz się zemścić??
- Nie mam powodów do zemsty, no chyba, że podasz mi jakieś…
- Dokończmy rozmowę rano.
- Dokończmy ją teraz.
- Dobra. Nic się nie stało, po prostu ją spotkałem. Ok. Nic więcej. Przepraszam cię za to spotkanie z Anabelle. Szukałem cię. Martwiłem się. Wierzysz mi, ufasz mi??
- Ja ci się nie każe tłumaczyć. Nie musisz przepraszać za Anabelle, to moja przyjaciółka. - Rose zwęziła oczy, a jej głos był coraz bardziej jadowity. - Nie zabrała by mi chłopaka. Widocznie słabo mnie szukałeś, nie przyłożyłeś się. Siedziałam w dormitorium, gdy ty martwiłeś się na spotkaniu z Anabelle, a teraz z Sasha. – Otworzyła szeroko oczy i znów zaczęła mówić bez emocji. - Ufam ci, ale czy ty ufasz mi??
- Przerażasz mnie.
- Nie chce cię straszyć. – Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust. – Chce żebyś wiedział sam co robisz źle. – Po tych słowach ruda powoli odwróciła się i poszła w stronę dormitorium. Na jej twarzy zagościł uśmiech triumfu. Cieszyło ją to, że miała nad nim władzę. Od dawna wiedziała, że awantury nic nie zaradzą, co tajemniczy spokojny głos. Nigdy jednak nie działał, tak na jakiego kol wiek chłopaka, tak jak na Krukna.

*****




Z każdym jej słowem niszczył się od środka. Gdy odeszła nie wiedział co ze sobą zrobić. Myśli mu się mieszały. Poprzewracała mu w głowie, w psychice. Nie wiedział co robi, jak robi, po co robi. Nic nie mógł wytłumaczyć. Czuł wszystko na raz, a za razem nic. Nie wiedział o co chodzi. Co się stało. Jej słowa doszły do niego aż za dobrze. Każde z nich przeżywa z osobna, a potem jako całość. Za każdym razem inaczej na nie reagował. Zmęczony walką z myślami, walką ze sobą. Zmęczony tak naprawdę niczym. Położył się i zasnął.




*****



Rose ubrała się i zeszła na śniadanie. Stanęła przed drzwiami i zaczęła szukać po uczniach Lucasa, gdy go znalazła podbiegła do niego. Na przywitanie dała mu buziaka w policzek.
- Hej misiaku.
- No hej… coś się stało??
- Nie. Przyszłam przywitać się ze swoim chłopakiem. To takie dziwne. – Usiadła koło niego na ławce.
- Masz zły dzień czy okres??
- Głuptasie, o co ci chodzi?? – Ruda wtuliła się w krukona.
- Masz huśtawki nastrojów??
- Mam świetny nastrój. Jaką masz lekcje?? Odprowadzę cię.
- Mam lepszy pomysł. Ja cię odprowadzę.
- Ok. Mam astronomie na Wierzy Północnej.
- Dobrze. – Gdy zjadł, wziął Rose za rękę i zaczęli iść w stronę wierzy. Gdy byli niedaleko Rose stanęła.
- Co jest??
- Ta torba jest taka ciężka. Weźmiesz ją??
- Tak. – Lucas wziął torbę i sam, aż się ugiął pod jej ciężarem. „Tak mała i drobna osóbka, nie powinna mieć, aż tak ciężkiej torby.” Pomyślał Krukon. Gdy byli już na samej górze oddał rudej torbę. Rose wtuliła się w niego, jak nigdy wcześniej. Po chwili zobaczyła jasną czuprynę Malfoya. Coś ją podkusiło by zrobić mu na złość. Podniosła głowę i zaczęła przybliżać się do Lucasa. Starała się by ich pocałunek nie wyglądał sztucznie, na co Krukon jej nie pozwalał. Tak jakby chciał się od niej odsunąć. Rose po ciężkich próbach odpuściła i odsunęła się od chłopaka. Lucas jak opętany szybko uciekł na dół. Rose popatrzyła się na Malfoya i uśmiechnęła się szyderczo.

piątek, 5 kwietnia 2013

6. Nie poznaję cię.



Wybiła godzina sądu ostatecznego dla Anabelle. Rose poganiała ją by nie spóźniła się na randkę z jej chłopakiem.
- Rose możesz się jeszcze wycofać…
- Nie. An, chcę się dowiedzieć co ten burak kombinuję. A teraz idź bo spóźnisz się na randkę.
- To nie randka!! Tylko spotkanie. Nie zapomnij, że on ma dziewczynę. Powinnaś ją znać, jest przerażająco podobna do ciebie, a no tak… TO TY!!
- Oj idź już!
- Pa.
- Powodzenia! – Anabelle szła jak na ścięcie głowy. Gdy była coraz bliżej nogi odmawiały jej posłuszeństwa.
- Hej An.
- No cześć… Po co chciałeś się spotkać?? – Popatrzyła na niego podejrzliwym wzrokiem.
- Jesteś jak Rose. Ona też jak się pierwszy raz spotkaliśmy pytała się po co…
- Nie zapomnij, że tamto skończyło się na drugim spotkaniu, które skończyło się związkiem.– Przerwała mu An.
- Szczegóły…
- Co ty kombinujesz Brond??
- Nie mogę się spotkać z przyjaciółką dziewczyny??
- To czemu napisałeś żebym nie mówiła nic Rose??
- By się nie denerwowała. A właśnie gdzie ona była??
- Ale co??
- Co wy ukrywacie??
- Nic. Rose chciała odpocząć.
- O de mnie??
- Tak jakby. Od wszystkich nawet i o de mnie. Mi też powiedziała, że była w skrzydle szpitalnym. Jak się dowiedziałam, że jej tam nie ma zmartwiłam się.
- Mhm…
- Nie wierzysz mi??
- Nie.
- No powiedz czy te oczy mogą kłamać??
- Tak.
- Słuchaj. Nie wiem co kombinujesz i nie chce wiedzieć. Idę, a ty lepiej przeproś Rose. – An odwróciła się na pięcie i poszła w stronę zamku. Gdy wchodziła do Pokoju Wspólnego zaczepił ją James.
- Gdzie byłaś??
- Książkę piszesz Potter??
- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
- Ok. To masz mają odpowiedź : Co cię to!- An zwinie ominęła go. Gdy miała odejść złapał ją za nadgarstek i odwrócił.
- Nie próbuj pogodzić mojej siostry z Malfoyem.
- Puszczaj! A po za tym  to nie twoja siostra tylko kuzynka. A siostrą mógł byś się zainteresować, a nie niszczysz życie Rose. – Wyrwała rękę i szybko pobiegła do dormitorium. James spojrzał w stronę stolika gdzie Lilly odrabiała pracę domową. „ Co mam się nią interesować. Ona tylko się uczy”. Pomyślał i usiadł w fotelu przed kominkiem.
********


- Nienawidzę go!! – Rzuciła się na łóżko rozwścieczona  Anabelle.
- Lucasa?? – Spytała niepewnie ruda.
- Pottera!!
- Którego??
- Jamesa!!
- Co on chciał??
- Poucza mnie jak to mam ciebie i Malfoya nie godzić!!
- Znowu o to się czepiał??
- Nie zdziw się jak będziesz miała kłótnię??
- Co ty mu powiedziałaś?? – Rose stanęła nad przyjaciółką z założonymi rękoma.
- Wypomniałam mu żeby zainteresował się swoją siostrą, a tobie przestał truć życie.
- An… - Zrezygnowana położyła się koło Anabelle.
- Powiedziałam mu prawdę. On już sam ma coś z głową. Zaczął cię nazywać jako twoją siostrę, a nie kuzynkę!!
- A co z Lucasem??
- Nie wiem czemu chciał się spotkać…
- Nie poszłaś??
- Poszłam, ale nie chciał nic mówić. Dopytywał się co my ukrywamy.
- A co my ukrywamy??
- Na przykład dzisiaj ciebie.
- No tak…Nic więcej nie mówił??
- Zdenerwował mnie i poszłam… Przepraszam…
- Nic się nie stało. I tak się dowiem.
- Będziesz miała okazję. Ma cię przepraszać.
- Ok.


*****


Skorpius siedział u siebie w dormitorium i myślał nad różnymi sprawami. Pośród nich dominowała Rose. „ Zaprosić ją na bal??” „Nie,  nie zgodzi się.” „Można spróbować.”
„Nie. Na pewno idzie z Lucasem.” Kłócił się sam ze sobą. „Zrobię jej na złość.” Po tej myśli zaczął układać w głowie plan dzięki, któremu Weasley miała być zazdrosna. Sam nie był pewien czy wyjdzie, ale nikt nie mógł mu przeszkodzić w spróbowaniu. Najbardziej męczyło go, że ruda cały czas siedziała w jego głowie. Nie mógł się na niczym innym skupić.
- Co ma Lucas, czego ja nie mam?!- Powiedział sam do siebie.
- Rose. – Malfoy szybko odwrócił się.
- Kendra. - Była to mulatka, miała czarne, kręcone włosy. Była córką przyjaciela jego taty. Blaise’a Zabini. Skorpius traktował ją jak przyjaciółkę, ale nie lubił gdy wtrącała się w nie swoje sprawy.
- Tak. A co zapomniałeś już o mnie??
- Kiedy wróciłaś??
- Dzisiaj popołudniu. Tęskniłam. – Podeszła do Malfoy’a i przytuliła go.
- Ja też. Skąd wiesz o Rose??
- Spotkałam Ashton’a.
- On ma chyba za długi język. – Zdenerwował się Skorpius zaciskając pięści.
- Nie denerwuj się. Chciał pomóc. I ja też ci pomogę.
- Nie ma już w czym. – Zrezygnowany usiadł na łóżku. – Odpuściłem. Ona ma innego.
- Nie poznaję cię. Jesteś Skorpius Malfoy. Walcz o swoje, o to co kochasz.
- Jak?! Gdy zniszczę jej związek jeszcze bardziej mnie znienawidzi.
- To zrób tak żeby ten związek nie rozpadł się z twojej winy.
- To z czyjej??
- Ale ty dzisiaj wolno myślisz… z Lucasa. – Gdy Kendra wyszła z pokoju Skorpius nadal rozmyślał nad tym wszystkim. „Z winy Lucasa.” Powtarzał. Miał do zrealizowania dwa plany. Jeden kompletny. Nad drugim musiał jeszcze sporo pomyśleć. Złapać Lucasa na gorącym uczynku. Sam stworzyć sytuacje w której Rose zobaczy Lucasa jak ją zdradza. Musiał zranić rudą. To było dla niego najtrudniejsze.

niedziela, 24 marca 2013

5. Twój ideał.



Ruda nie mogła spać. Ciągle zastanawiała się nad otaczającymi ją sytuacjami. Nie wiedziała co ma zrobić. Leżała tak do 2 w nocy. Nie czuła zmęczenia, bardziej czuła rozdarcie. Po chwili usiadła na łóżku. „ Nie obchodzi mnie Malfoy i jego głupie gry. Kocham Lucasa i z nim jestem” Po tej myśli wstała i postanowiła przejść się po zamku. Było ciemno, na korytarzach nikogo nie było. Rose lubiła sama w nocy spacerować i rozmyślać nad wszystkim, ale nigdy te myśli nie były takie sprzeczne. Walczyła sama ze sobą. Zmęczona stanęła pod ścianą. Po chwili osunęła się na ziemie i schowała głowę w ręce. Siedziała skulona, było słychać cichutki szloch. Rose nie wiedziała co się z nią dzieje. Kochała Lucasa, tak jej się przynajmniej wydawało. Nie dopuszczała do siebie innej myśli. „ Nawet jak kocha kogoś innego kogo nie zauważa to i tak jest z Lucasem” powtarzała sobie. Gdy tak siedziała przypomniała sobie pewne wspomnienie, które miało miejsce 9 lat temu  … Miała wtedy 7 lat bawiła się z James’em i Tedy’m, gdy podszedł do nich mały chłopiec z bardzo jasnymi włosami. „Cześć jestem Skorpius. A wy??” wybełkotał chłopiec. „Ja cię znam jesteś Malfoy” powiedział szybko Teddy, „ Odejdź z tond” Chłopiec posłusznie poszedł, za nim pobiegła Rose. „ Nie przejmuj się nim. Jestem Rosie”. Mała dziewczynka o promiennej twarzy i z krwisto czerwonymi włosami uśmiechnęła się do niego. „Jesteś Weasley??” „Tak”, chłopiec posmutniał „ Tata zabronił mi się z tobą zadawać. Jesteś zdrajcą krwi. Jesteś szlamą”. Te słowa zabolały 7 letnią Rosie. Liczyła na przyjaźń ze strony Skopiusa. Pomimo krzyków Jamesa i Teddy’ego pobiegła za nim. Nie przeszkadzało jej z jakiego jest on rodu, że nosi nazwisko Malfoy. Wszystko zmieniło się 4 lata później, gdy Szli po raz pierwszy do Hogwartu...  Jako mała dziewczynka nie widziała przeszkód w znajomości Weasley i Malfoya. Czemu teraz widziała tak ogromny problem?? Był dla niej jak mur, którego nie mogła zburzyć. „ O czym ja myślę. Ja i Malfoy nie możemy być znajomymi. Nie możemy i koniec." Wstała wytarła łzy i poszła do pokoju. Ubrała się i usiadła na parapecie oglądając wchód słońca. Przypomniało jej się co zawsze mówiła do niej mama gdy nie spała całą noc i czekała na wschód słońca „Wszyscy widzą zachód słońca, nie liczni towarzyszą wchodowi jak i mało osób dostrzega ich łączące piękno”. Tak szczerze nie wiedziała i nadal nie wie jakie przesłanie miało nieść jej to zdanie. Nigdy jednak nie spytała o to matki. Pogrążona w myślach nie zauważyła, że jej przyjaciółka obudziła się.
- Nie śpisz już?? Święto narodowe.
- Nie spałam jeszcze… - An podeszła do rudej i złapała ją za czoło. – Uuu masz chyba gorączkę, chora jesteś.
- Spadaj. Która godzina??
- Siódma.
- Ubieraj się i chodźmy na śniadanie.
- Ok. – po 30 minutach Anabelle była gotowa do wyjścia. Poszły razem na śniadanie. Było niewiele osób. Gdy dziewczyny zaczęły jeść podbiegł do nich Lucas.
- Hej Rosie. – Pocałował ją w policzek.
- Nie mów do mnie Rosie…
- Proszę to dla ciebie. – Wręczył rudej duży bukiet czerwonych róż.
- A z jakiej to okazji??
- Z żadnej. Po prostu. Muszę lecieć zobaczymy się po lekcjach. – Pocałował ją w policzek i poszedł.
- Hej co ty taka oschła dla niego jesteś.
- Nie wiem trochę to przesłodzone nie uważasz??
- Stara się chłopak i tyle.
- Może to ja przesadzam. – I kontynuowała jedzenie owsianki.
- Gdzie twoi kuzyni i brat??
- A wiesz, że nie wiem.
- Już dawno powinni tu być.
- Racja. O idzie James. Może on coś wie.
- Witam panie.
- James gdzie reszta rodziny??
- O cześć Rose, tak u mnie w porządku, a u ciebie??
- James ja się serio pytam…
- Nie wyglądam na ich niańkę.
- Załóż fartuszek będziesz bardziej podobny.
- Co to za kwiatki?? Od Lucasa dostałaś co??
- A skąd ty wiesz o Lucasie.
- Halo, przyjaźnie się z nim.
- Mhm…
- Nie wierzysz??
- Wiesz co An zapomniałam książki, pójdę do dormitorium, spotkajmy się pod Wielką Salą.
- Ok. – Gdy Rose wyszła zobaczyła przy schodach Skorpiusa obściskującego się z jedną z jego dziwek. Nie zwracając uwagi na nich poszła do dormitorium. Gdy weszła wsadziła kwiaty do miski i nalała im wody, podeszła do biurka i wzięła książkę, gdy przechodziła przez dziurę za portretem czekał na nią Lucas.
- Hej Rosie.
- Co ty tu robisz?? Nie nazywaj mnie Rosie!
- Przepraszam. Przyszedłem żeby odprowadzić cię pod sale gdzie masz lekcje.
- Nie dzięki. Umówiłam się z Anabelle pod Wielką Salą.
- To pójdę z tobą.
- Nie mam 5 lat. Dam sobie radę.
- Ja wiem, ale chciałem odprowadzić swoją dziewczynę. – Rose zgodziła się. Szli razem za rękę jak przedszkolaki pod Wielką Sale. Wydawało jej się jak by wszystko robił by pokazać każdemu, że jest z nią. Był też strasznie nachalny co rudej przeszkadzało najbardziej. „ Każdy ma wady i zalety. Trzeba się akceptować” Powtarzała sobie w myślach. Gdy doszli An już na nich czekała.
- Dobra to ja już sobie dam radę jest ze mną Anabelle, możesz iść.
- Nie, odprowadzę cię do końca. - Rose była na skraju wytrzymania, ale zgodziła się. Pod salą do transmutacji stanęli trochę dalej od wszystkich.
- Mogę cię pocałować??
- Czemu się pytasz??
- Nie wiem. Wolę mieć zgodę. – Przysunął się i pocałował Rose w tym momencie obok nich przeszedł Malfoy już z inną dziewczyną niż tą, którą ruda widziała przy schodach. Oderwała się od Lucasa odpychając go lekko.
- Muszę iść na lekcje.
- Do zobaczenia.
- Tak, tak… - Malfoy nie kłamał gdy mówił, że odpuszcza. Ale co?! Ją?! Jak?! Przecież sam powiedział, że to niedorzeczne by byli razem. Może miał jakiś zakład wiedział, że przegra więc odpuścił. Z zamyśleń wyrwała ją McGonagall.
- Panno Weasley na lekcji się nie śpi!!
- Ale ja…
- Żadnych, ale. Minus 20 punktów.
- Stara wiedźma… - McGonagall spojrzała się na nią surowo.
- Proszę wyjść z klasy.
- Z przyjemnością. – Rose zabrała swoje rzeczy i posłusznie wyszła. Na korytarzu spotkała Jamesa.
– Co ty tu robisz???
- Chcę zrobić jakiś kawał tej wiedźmie McGonagall.
- Z przyjemnością się dołączę.
- A ty nie masz przypadkiem z nią lekcji??
- Mam, ale wywaliła mnie z klasy.
- Za co??
- Długa historia. Co chciałeś zrobić??
- Łajnobomby w jej gabinecie.
- To chodź znam hasło. – Porozrzucali mnóstwo łajnobom po czym szybko wyszli do dormitorium.
- Jak tam z Lucasem??
- Wspaniale. – Wymusiła uśmiech. Skłamała, ale nie chciała by James wiedział jak jest naprawdę. – Jest romantyczny, opiekuńczy… - Rose z ledwością te słowa przechodziły przez gardło.
- Twój ideał. – Wyszczerzył się James. – A co do Hugo i Lilly wiem czemu nie było ich na śniadaniu.
- Czemu??
- Nie powiem.
- Proszę.
- Nie.
- Prooooszę.
- Lilly była w bibliotece. Nudy, a Hugo był ze swoją dziewczyną.
- HUGO MA DZIEWCZYNĘ?!
- Tak. Puchonka z 4 klasy. – Przez następny czas siedzieli w ciszy czekając na kolejną lekcje. Gdy zadzwonił dzwonek Rose zeszła do lochów na 2 godziny eliksirów z Ślizgonami.
- Rose co w ciebie wstąpiło?!
- Nic.
- Czemu powiedziałaś to na głos.
- Ej! To wolny kraj. Mogę na głos mówić swoje opinie.
- Ale nie do nauczycielki.
- Czemu nie. To przecież też człowiek. Nie ma specjalnych praw. Mogę mówić do niej co o niej sądzę. – Po tych słowach ruda weszła do sali i usiadła przy swoim kociołku. Do obiadu nie odzywała się do An. Na obiedzie nigdzie nie widziała Lucasa. Cieszyła się. Nie chciała go już dzisiaj widzieć.
- An powiedź mi jak zobaczysz Lucasa. – Powiedziała szeptem.
- Czemu??
- Unikam go. Zrozum, chce chwilę pobyć sama.
- Dobra. – Jadły w spokoju swój obiad. Nagle ruda poczuła kopnięcie. Spojrzała na przyjaciółkę siedzącą naprzeciwko.
- Lucas. – Wyszeptała An. Rose bez zastanowienia weszła pod stolik i poszła kilka kroków w stronę wyjścia.
- Anabelle widziałaś Rose??
- Jest w skrzydle szpitalnym. Źle się poczuła.
- Pójdę do niej.
- Ok. – Rose poszła na sam koniec stołu. Gdy Lucas zniknął za drzwiami odczekała chwilę po czym wyszła i szybko pobiegła do dormitorium. Po jakiś 10 minutach do okna zapukała sowa. Rose otworzyła jej dała kawałek grzanki i odwiązała list. Sowa wyleciała. Rose rozwinęła kartkę.

Anabelle.
W skrzydle szpitalnym nie było Rosie. Nie wiem gdzie ona jest. Poszukam jej później. Mam do ciebie pytanie. Spotkamy się o 23 na błoniach?? Nie mów nic Rose.
                                                                                                             Lucas.

„A to zdradziecki kretyn. Już ja mu pokarze.” Zdenerwowała się ruda. Gdy do pokoju weszła An zaczęła zadawać jej pytania.
- Gdzie byłaś??
- Na obiedzie przecież wiesz.
- Tak długo??
- Zawsze tak jem. Powiesz mi o co chodzi?? – Rose podała jej kartkę od sowy.
- Ja nie wiedziałam Rose. Nie pójdę tam.
- Pójdziesz. Chce wiedzieć co ma w planach.
- Jak chcesz, ale pamiętaj, że ty chciałaś.
- Ok, ok pamiętam. – An nie chciała się spotkać z Lucas’em, ale chciała pomóc przyjaciółce. Chciała by 23:00 nigdy nie nastała szczerze bała się nie wiedziała czego ma się spodziewać. 

sobota, 23 marca 2013

4. Wątpie, że zaszczyci nas swoją osobą.

~Rozdział krótszy, ale mam nadzieję, że się wam spodoba. Zachęcam do komentowania :D~

Nareszcie weekend. Rose cieszyła się nie tylko ze względu na dwa wolne dni, ale też dla tego, że nie musiała wychodzić z dormitorium. Była już 15 ruda ani nie wyszła gdziekolwiek z łóżka, nawet na śniadanie ani z nikim nie rozmawiała. Leżała i wpatrywała się w sufit. Co jakiś czas pojedyńcze krople spłynęły jej po policzku.

- Rose. Przyniosłam ci obiad. – Ruda nawet nie spojrzała na przyjaciółkę. – Nie możesz cały czas leżeć w łóżku i nic nie jeść. – Rose spojrzała tylko na An i odwróciła się znowu w stronę sufitu. – Za godzinę bądź gotowa. Pójdziemy się przejść. – Po tych słowach An wyszła z pokoju. Ruda nawet nie chciała patrzeć na obiad. Była w zbyt dużej depresji by cokolwiek przełknąć. Sięgnęła do szafki po różdżkę i zamknęła drzwi by nikt jej nie przeszkadzał. Leżała nadal przytłoczona myślami o wszystkim i o niczym. Minęło pół godziny kiedy ktoś próbował otworzyć drzwi. Tą osobą okazała się Anabelle.
- Rose otwórz te drzwi!!
- Nie…
- O widzę, że zaczęłaś mówić. A teraz otwórz te drzwi!!
- Idź sobie...
- Nie pójdę!! To też mój pokój!! Otwieraj!!
- Daj mi tu umrzeć.
- Rose o co ci chodzi?! Od wczoraj wieczorem jesteś  jakaś dziwna!! – An zaczęła pchać drzwi w tym czasie ruda machnęła różdżką. Efekt był taki, że przyjaciółka wpadła do pokoju i wywaliła się.
- Jak cię dorwę to zabije!! – Rose nie przejęła się słowami przyjaciółki. Anabelle widząc smutek rudej przestała się na nią gniewać. Usiadła koło niej na łóżku.
- Rosie co się stało??
- Jestem głupia…
- Pod jakim względem??
- Kojarzysz Lucasa??
- Tego przystojnego krukano z 7 klasy??
- Tak…
- Co z nim??
- On chciał mnie pocałować, a ja głupia speszyłam się i go odtrąciłam…
- Może masz jeszcze szanse?? Czemu się speszyłaś??
- Nie wiem po prostu jak zaczął się do mnie zbliżać ja nagle się odsunęłam.
- Napisz do niego.
- Co??
- Spotkajcie się. – An szybko wstała i podała kartkę i pióro przyjaciółce.
- Co mam napisać.
- Napisz : Lucas. Przepraszam za wczoraj. Miałam zły dzień. Spotkajmy się dzisiaj o 19 na błoniach. – Rose dokładnie napisała to co podyktowała jej An. Szybko poszła do sowiarni. Przywiązała liścik do nóżki swojej sowy i poszła do dormitorium przebrać się. Zostało jej już 2 godziny do spotkania. Zaczęła się ubierać i malować. Gdy była już gotowa, zostało jej 10 minut. Żeby tym razem się nie spóźnić od razu wyszła na błonia. Nie czekała długo od razu pojawił się Lucas.
- Hej.
- Hej. Dostałem list.
- Domyślam się.
- Nie musisz przepraszać za wczoraj. Bardziej ja powinienem. Poniosły mnie emocje prze… - Nie dokończył bo ruda złożyła na jego ustach pocałunek.
*********


Malfoy siedział na parapecie w sali astronomicznej i obserwował całą sytuację na błoniach. Po chwili przyszedł Dan.
- Gdzie Rose?? Znowu się spóźni??
- Wątpię, że zaszczyci nas swoją osobą.
- Jak to?? – Skorpius pokazał nauczycielowi na okno. Dan podszedł i zobaczył Rose całującą się z krukonem.
- No to pannie Rose przedłuży się kara. Możesz iść dzisiaj jesteś zwolniony. – Malfoy bez słowa wyszedł z sali i skierował się do swojego dormitorium.
*******


Rose i Lucas siedzieli wtuleni w siebie pod drzewem. Ciszę przerwał brunet.
-  Rose będziesz ze mną?? – Ruda popatrzyła się na niego i odpowiedziała.
- Jasne. Możemy spróbować. – Siedzieli tak do zmroku, gdy zaczęło robić się chłodno brunet odprowadził rudą pod portret grubej damy. Pocałował ją i odszedł. Rose szczęśliwa poszła do pokoju. Szybko przebrała się w pidżamę i leżąc na łóżku czekała na przybycie przyjaciółki. Po 20 minutach nie doczekała się, ale do okna zaczęła stukać sowa. Otworzyła jej. Odwiązała liścik i dała ciastko. Sówka nie czekając na odpowiedz odleciała. Rose szybko otworzyła list.

Niesamowity dzień… Spotkajmy się w Pokoju Życzeń za 10 minut. Będę czekał w środku.

                                                                                                                Twój Ktoś.


Rose od razu pomyślała, że to Lucas. Nie przebierając się szybko poszła na 7 piętro. Gdy stanęła przed ścianą ukazały jej się drzwi. Weszła szybko by nikt jej nie zauważył. W pokoju nie było jednak jej bruneta. Naprzeciwko siedział w fotelu blondyn, który od początku roku zawrócił jej w głowie.
- Myślałem, że nie przyjdziesz. – Ruda zmierzała już w stronę drzwi. – Zaczekaj. Zostań proszę. – Powiedział to tak spokojnie i delikatnie, że Rose przeszedł dreszcz. Podeszła bliżej i usiadła na fotelu koło niego.
- Co ty kombinujesz??
- Nic. Chciałem porozmawiać.
- O czym??
- Widziałem ciebie i Lucasa na błoniach.
-Skąd??
- Z wierzy astronomicznej. Chyba zapomniałaś o szlabanie.
- Wiedziałam, że coś mi umknęło. O tym chciałeś porozmawiać?
- Nie, chciałem ci powiedzieć tylko przepraszam i odpuszczam. – Po tych słowach wstał i wyszedł z pokoju. Ruda siedziała i nie wiedziała co zrobić. Te słowa mocno ją ujęły. Czuła się winna, że jest z Lucasem. Miała wyrzuty sumienia, że Skorpius ich widział. Nie wiedziała czemu jest z krukonem. I znowu kolejny wieczór niszczy jej umysł myślami i przypuszczeniami i znowu nie może się od nich uwolnić. 

środa, 20 marca 2013

3. Spotakmy się dzisiaj??



Ruda wstała dość późno. Szybko poszła się przebrać, związała włosy w kucyka i poszła na śniadanie. Siedzieli tam już wszyscy. Rose usiadła koło swoich kuzynów i Anabelle.
- Czemu mnie nie obudziłaś??
- Budziłam cię i to pół godziny. Masz taki sen, że można by cię wynieść, a byś nie zauważyła.
- Jakie mamy dzisiaj lekcje??
- Astronomia, potem ONMS, na koniec OPCM i obiad. – Po chwili wstała dyrektorka i zaczęła uciszać uczniów.
- W związku z tym, że jeszcze nie od wszystkich domów dostałam kartki z kandydatami chciałam was powiadomić, że macie czas do jutra, do kolacji i ani dnia dłużej. To wszystko. – Do stołu Gryfonów podszedł Prefekt.
- Po obiedzie zebranie w Pokoju Wspólnym obecność obowiązkowa.
- Chodź Rosie idziemy na astronomie. – Ucieszyła się An. Astronomia była jej ulubionym przedmiotem i nie dla tego, że nauczyciel był nieziemsko przystojny, a w dodatku młody. Tak w sumie to tylko dla tego. Rose nie przepadała za tymi lekcjami. Wcale nie wydawał jej się przystojny. Dla niej to zwykły nauczyciel jak każdy jeden, przez co dużo dziewczyn było obrażone na Rose. Ruda jakoś nie przywiązywała do tego wagi kto ją lubi, a kto nie. Miała wrogów i nie przeszkadzało jej to. Wiedziała, że potrafi się postawić i nie iść za stadem. Stały pod salą do Astronomii, gdzie czekały już wszystkie dziewczyny z utęsknieniem za nauczycielem. Rose nie wiedziała czy ma się śmiać czy wymiotować na ten widok. Postanowiła stać i przyglądać się temu z nijaką miną. Gdy nareszcie dotarł jak zwykle spóźniony nauczyciel większość dziewczyn zaczęła wzdychać. Po wejściu do Sali Rose z chłopakami usiadła z tyłu. To była jedna z nielicznych lekcji, gdzie nie siedziała z An, ale jakoś nie miała ochoty być za blisko osobnika zwanego nauczycielem Astronomii. Po 5 minutach zaczęła rozmyślać i układać sobie wszystkie fakty związane z Malfoyem. „ To na pewno jakiś zakład. Jestem tego pewna chce mnie wykorzystać”. Z rozmyślań wyrwał ją Dan (tak miał na imię nauczyciel)
- Rose co tak zajmuję twoje myśli??
- Moje?? Nic. Po prostu… po prostu z taką uwagą słuchałam.
- Powtórz.
- Co??
- To o czym jest lekcja i co przed chwilą powiedziałem.
- Emmm…. O słońcu.
- O czarnych dziurach. Mało podobne do słońca, ale jak jesteś taka chętna napiszesz mi o nim referat na 1000 słów.
- Kur… - Rose zaklęła pod nosem by nikt jej nie usłyszał.
- A i jeszcze jedno panno Weasley. Widzimy się codziennie o 19 w moim gabinecie przez tydzień. Kontynuując…. – „ I znowu przez tego tlenionego szympansa mam kłopoty”. Przez resztę lekcji naprawdę uważnie słuchała nauczyciela. Po lekcji szybko pobiegła na ONMS był to jej ulubiony przedmiot. Lubiła zajmować się zwierzętami.
- Hej Rose!! Hej An!!
- Hagrid!! – Obydwie dziewczyny podbiegły i uścisnęły się z olbrzymem. – Co dzisiaj będziemy robić na lekcji??
- Muszę cię zmartwić Rose, ale dzisiaj tylko teoria. Praktyka będzie za tydzień.
- A ta lekcja miała poprawić mi humor… - Odeszły na bok i czekały na resztę klasy.
- Szczęściara…
- O co ci chodzi??
- Masz szlaban z Dan’em i to o 19. – Rozmarzyła się Anabelle.
- Chcesz mogę się zamienić… i jeszcze ta praca o słońcu. Ana…??
- Nie Ruda nie zrobię jej za ciebie. Sama sobie radź.
- Ale ty tak uwielbiasz astronomię.
- Ale mam sporo innych zadań i nie mam czasu. A po za tym to twoja kara. – Rose zaczęła kaszleć i kucnęła. An szybko do niej podeszła martwiąc się o przyjaciółkę.
- Rose nic ci nie jest. – Zmartwiła się bardzo Anabelle. Rose wyszeptała krztusząc się.
- Ja… umieram. Moja ostatnia wola to… (kaszle) zrób za mnie wypracowanie. – Rose nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. An szturchnęła ją w ramię i szybko wstała.
- Jesteś okropna. Martwiłam się.
- Powinnaś wykonać ostatnią wole umierającego.
- Najpierw umierający musi naprawdę umierać. – Fascynującą rozmowę przerwał im Hagrid.
- Dobra. To jak już jesteśmy wszyscy wyjmijcie pergaminy i zanotujcie. – Rose po raz pierwszy na ONMS czekała z upragnieniem na dzwonek. Tyle jeszcze nigdy nie napisała na żadnej lekcji. Do obiadu Anabelle ignorowała rudą. Na obiedzie łaskawie się odezwała.
- Rose podasz mi ziemniaki??
- Nie.
- Czemu?!
- Bo się do mnie nie odzywasz.
- Będziesz na mnie wymuszać odezwanie się do ciebie??
- Dziewczyny wasza rozmowa nie ma sensu. – Wtrącił się James. – An wiesz, że i tak już się odezwałaś kilka razy do Rose??
- Siedź cicho Potter!! – Krzyknęły obydwie po czym zaczęły się śmiać.
- Chociaż się nie kłócicie. - Dziewczyny z uśmiechem poszły do pokoju wspólnego na zebranie.
- Dobra na kartkach głosujecie na jednego chłopaka i jedną dziewczynę z naszego domu z klas 5, 6 bądź 7. – Gdy wszyscy wrzucili swoje kartki do pudełka liczeniem zajęły się Lilly i Anabelle. Zajęło im to trochę czasu bo osób było naprawdę wiele.
- Ok, mamy już wyniki. Wygrywa James i Anabelle.
- Jeej!! Gratulacje!! – Rose podbiegła do przyjaciół.
- Rose, zaniesiesz wyniki McGonagall??
- Ta… Bo nie mam nic ciekawego do roboty??
- Idź nie marudź. – Rose posłusznie z grymasem na twarzy poszła zanieść kartkę McGonagall. Szła szybko bo musiała jeszcze zajść do biblioteki po książki o słońcu. Była tak zamyślona, że nie zauważyła, że wpadła na kogoś i po chwili leżała na ziemi.
- Uważaj jak chodzisz.
- To ty na mnie wpadłaś. – To był Lucas. Krukon z 7 klasy. Rose kojarzyła go przez James’a „odrabiali” razem pracę domową. Chłopak pomógł wstać rudej i podniósł z ziemi kartkę z wynikami i podał jej. – To chyba twoje??
- Tak dziękuję.
- Spotkamy się dzisiaj??
- Emm… tak jasne.
- O 18 na błoniach.
- Ok. – Chłopak ucieszył się i dalej poszedł tam, gdzie zmierzał. Rose zrobiła to samo. Pod gabinetem spotkała Malfoy’a.
- No proszę kogo my tu mamy. Stęskniłaś się za mną Lisica??
- Marzenia nie bolą Malfoy. Nie pochlebiaj sobie. Przyszłam do McGonagall. – Rose nie kontynuując rozmowy otworzyła drzwi i gdy wchodziła usłyszała Malfoy’a krzyczącego coś do niej.
- To do zobaczenia. – Rose nie przejęła się tylko weszła.
- Och... Panna Weasley. Co panią sprowadza do mnie??
- Wyniki głosowania. – Rose położyła kartkę na biurku.
- James Potter??
- Tak.
- Apokalipsa. Jak on urządzi imprezę to będzie apokalipsa. Dobrze możesz już iść. – Rose posłusznie wyszła i poszła w stronę biblioteki po ksiązki. Usiadła przy najdalej położonym stoliku i zaczęła szukać to po co przyszła. Po 20 minutach znalazła. Usiadła przy stole i zaczęła pisać wypracowanie. Zajęło jej to 2 godziny. Gdy spojrzała na zegarek była już 10 minut spóźniona na spotkanie z Lucasem. Szybko odłożyła książki, zabrała wypracowanie i pobiegła na błonia.
- Spóźniłaś się.
- Wiem, wiem. Przepraszam.
- Jaki powód??
- Powód czego??
- Spóźnienia.
- Gadasz jak nauczyciel, a po za tym co cię to. Książkę piszesz??
- Żebyś wiedziała „ Fascynujące życie Rose Weasley”.
- Ha ha, bardzo śmieszne i żebyś wiedział, że moje życie jest fascynujące.
- To opowiedz mi o tym fascynującym życiu.
- Przestańmy powtarzać „fascynujące życie” bo mnie już mdli na te słowa.
- Cieszę się, że przyszłaś.
- A właśnie. Po co chciałeś się spotkać??
- Tak pogadać…
- Mhm…
- Nie wierzysz mi??
- Hmm… zastanówmy się… nie. – Uśmiechnęła się ruda. Na ten widok Lucas nie mógł się powstrzymać i zaczął zbliżać się do Rose. Ruda szybko odsunęła się.
- Ojej to już 18:50 musze lecieć dostałam szlaban. Papa.
- Do zobaczenia. – Krzyknął za nią brunet.
- Oby nie. – Powiedziała do siebie Rose. Szybko wdrapała się na szczyt wierzy astronomicznej. Weszła do Sali spóźniona i doznała szoku. Przy jednej z ławek siedział Malfoy.
- Spóźniona!
- No przecież wiem. Mam wypracowanie.
- Połóż i siadaj. – Usiadła jak najdalej od Malfoya. – Dobra wasze zajęcie na dzisiaj to… hmm… macie wyczyścić cały układ słoneczny.
- Przecież on jest wielki. Rok nam to zajmie.
- Macie na to tydzień. Zacznijcie od słońca. – Spojrzał na rudą, uśmiechnął się do niej i puścił oczko. Po czym wyszedł z sali.
- Ugh…
- Możesz na mnie nie warczeć Lisica??
- Spadaj. Zacznij od drugiej strony  nie mam ochoty na ciebie patrzeć.
- Ok. – Zaczęli czyścić z obydwu stron. Ciszę przerwał Malfoy.
- Czemu nie chciałaś się ze mną spotkać??
- Pisałam ci już.
- A tak naprawdę??
- Bo nie mamy o czym gadać . – Dalej pracowali znowu w ciszy, gdy doszli już do końca musieli myć obok siebie. Skorpius złapał Rose w pasie i zaczął całować. PLASK. Na policzku blondyna był wyraźny, czerwony ślad ręki rudej.
- Nie wiem w co pogrywasz. Czy to zakład czy inne wykorzystanie mnie, ale nie licz na to, że ci się dam. – Po ty słowach wyszła z sali i pobiegła do dormitorium. Nie chciała się z nikim widzieć ani z nikim rozmawiać. Skorpius siedział jeszcze w sali myśląc nad słowami lisicy. „Ona myśli, że to jakiś zakład”. – Pomyślał blondyn. Nagle przyszedł Dan.
- Gdzie Rose.
- Wyszła. Umyliśmy już słońce.
- Dobrze widzimy się jutro o tej samej porze. – Skorpius wyszedł z sali nadal trzymając się za policzek i skierował się w stronę dormitorium. Był wściekły nie wiedział na co ani na kogo. Po prostu był.

czwartek, 14 marca 2013

2. Nie łudź się.



Rose wstała niezwykle wcześnie. Nie spała całą noc. Gdy podeszła do lustra, aż podskoczyła z przerażenia. Miała bladą twarz, sińce pod oczami i czerwone oczy od płaczu. Ruda próbowała co kol wiek ze sobą zrobić, ale efekt nie był zadawalający, chociaż lepiej od wcześniejszego stanu. Po ubraniu się zostało jej ponad godzinę do śniadania, założyła okulary przeciwsłoneczne i postanowiła przejść się po zamku. Starała się nikogo nie spotkać co nie było trudne ponieważ było bardzo wcześnie. Ostatnią osobą jaką w tej chwili i w tym stanie chciała by spotkać był Skorpius. Modlitwa została wysłuchana. Jak na złość zauważyła go idącego niedaleko niej. Szybko odwróciła się i starała się nie zauważalnie odejść z tego miejsca. Niestety blondyn zobaczył ją i podbiegł do niej. Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę.
- Czego chcesz?!
- Może grzeczniej??
- A może jednak nie??
- Oj Lisica…
- Czego o de mnie chcesz. Chyba, że nic w takim razie już pójdę. 
- Musimy pogadać.
- Słucham. – Stanęła z założonymi rękoma i wpatrywała się w niego.
- Nie tutaj. Chodź. - Posłusznie poszła za nim. Dotarli na 7 piętro. Skorpius kilka razy przeszedł koło jednej ze ścian. Nagle ukazały im się drzwi do Pokoju Życzeń. Otworzył drzwi i pokierował Rose do środka. Weszła do pomieszczenia, a za nią blondyn. Pokój był niewielki. Na podłodze leżało sporo poduszek. Światła były lekko przygaszone. Usiadła na jednej z poduszek naprzeciwko niej to samo zrobił Malfoy.
- O czym chciałeś porozmawiać. – Powiedziała cicho i spokojnie Rose.
- Czyżby ktoś się bał??- Uśmiechnął się zalotnie.
- A niby czego?!
- Widzę, że znowu wracamy do dawnego tonu. Dobra bez przedłużania. Chciałem pogadać o tej sytuacji w pociągu, ale najpierw po co ci te okulary??
- Bo słońce.
- W pokoju bez okien z przygaszonymi światłami??
- Tak właśnie.
- Pobiłaś się z kimś? – Bardziej stwierdził niż zapytał.
- Nie.
- To zdejmij je. – Ruda niechętnie, ale zdjęła okulary. Oczy nadal miała czerwone. Skorpius od razu poznał, że płakała i to dłuższy czas.
- A teraz kontynuuj. Po co to zrobiłeś??
- Nie wiem… - Powiedział cicho Skorpius.
- Że co?!
- Po prostu nie wiem. Ale nie łudź się.
- Niby z czym??
- Że ja i ty. No wiesz.
- Nie, nie wiem. – Dobrze wiedziała, ale chciała go podpuścić by to powiedział na głos.
- Że ty i ja mogli byśmy być razem. To niedorzeczne. – Chciała żeby to powiedział, ale nie wiedziała, że po tych słowach zaboli ją coś w okolicy klatki piersiowej. To tak jakby wiele igieł wbiło jej się na raz w serce. Od razu napłynęły jej łzy do oczu. Ledwo je powstrzymywała by nie popłynęły dalej. Liczyła by blondyn tego nie zauważył. Jednak prawda była inna. Gdy zobaczył ją w takim stanie poczuł wyrzuty sumienia. Bolało go gdy widział ją w takim stanie. Ruda czując, że dłużej nie powstrzyma łez założyła okulary i wybiegła z pokoju. Skorpius żałował tych słów. Nie wiedział jak się zachować. Chciał to zakończyć, a przez to jest jeszcze gorzej. Czuł się winny, ale to ona nalegała by powiedział to na głos. Był pewien, że wiedziała o co chodzi. Podpuszczała go. Po chwili namysłu wstał i poszedł do Wielkiej Sali na śniadanie. Gdy jadł spoglądał na stolik Gryfonów, jednak nigdzie nie widział Lisicy. Cieszył go fakt, że za chwile ma z nią 2 godziny zielarstwa. Może wtedy uda mu się z nią pogadać. Ashton zauważył dziwne zachowanie przyjaciela.
- Co jest?? – Powiedział szeptem by nikt go nie usłyszał.
- Chciałem zakończyć to z ruda raz na zawsze, ale powiedziałem o jedno słowo za dużo i wszystko się spieprzyło. Nie mogłem patrzeć na jej łzy.
- Miałeś nic nie robić i zobaczyć jak będzie.


- Wiem.
- To po co tam poszedłeś z nią?
- Myślałem, że jestem pewny i chciałem to zakończyć.
- To nie myśl tylko czekaj. A teraz chodź na zielarstwo bo się spóźnimy.
- Ok. – Weszli do Sali spóźnieni. Zostały dwa ostatnie miejsca jedno blisko Rose, a drugie na końcu sali. Skorpius szybko usiadł niedaleko rudej. Gdy Rose zauważyła to odwróciła się bardziej do niego tyłem. Po chwili przed nią wylądowała kartka. Była od Skorpiusa, który zachęcał ją by przeczytała jej zawartość.




Co cię gryzie lisica??
Co cię to?!

Spytać się nie mogę??
Nie.


Nie ma takiego prawa
PS. Spotkajmy się dzisiaj.


Jest.
PS. Po co??

Gdzie??
PS. By pogadać.


U mnie w zeszycie dotyczące mnie.
PS. Już chyba dość mi powiedziałeś

- Ruda znowu miała łzy w oczach.


Ale nie mnie.

PS. Jeszcze nie wszystko.
PSS. Spodoba ci się.

Właśnie ciebie szczególnie.
PS. A niby coś jeszcze??
PSS. Nie sądzę.


A niby czemu??
PS. Jak przyjdziesz to się dowiesz.
PSS. Ja jednak sądzę, że tak.


Powinieneś to wiedzieć.
PS. O której??
PSS. Skończmy ten temat.


Nadal nie wiem.
PS. O 24 w Pokoju Życzeń.
PSS. Ok.
PSSS. Włóż coś krótkiego i sexy.

Domyśl się.
PS. Nie mogę.
PSS. No chyba śnisz.

- Po odesłaniu kartki do adresata spojrzała na niego przez chwilę. Nie zauważyła, że na twarzy pojawiły jej się rumieńce.


Nie, ty mi powiesz.


PS. Czemu??
PSS. Ładny rumieniec.

- Ruda spojrzała na niego. Znowu zalotnie uśmiechał się do niej.


Nie.
PS. Jestem umówiona z Jamesem. Ma mi pomóc w lekcjach
PSS. Zapamiętaj go bo ostatni raz go widzisz.

- Rozmowę przerwał im Neville. – A teraz czas na część praktyczną. – „Świetnie przez tego idiotę nie wiem jak mam to zrobić” pomyślała ruda. Szybko zaczęła czytać w podręczniku jak uzbierać nasiona z rośliny. Zanim zajęła się do pracy przerwał jej Neville.

- Weasley za karę będziesz pracować z Malfoyem.
- Jak to?! Za co?! – Nauczyciel podszedł bliżej niej i wyszeptał.
- Za tę konferencje Weasley. – Rose usiadła koło Skorpiusa. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić blondyn zaczął okaleczać roślinę.
- Malfoy przestań. Kaleczysz ją. - Pochyliła się nad nim i zaczęła ratować ich wspólną prace. Skorpius przybliżył się do rudej i wyszeptał.
- Ładny stanik. – Uśmiechnął się szyderczo. Rose zarumieniła się i wróciła na miejsce. – Miałem więcej nie widzieć twoich rumieńców. - Powiedział nadal uśmiechnięty.
- To sam sobie radz.
- Dobra kontynuuj. – Ruda ponownie wstała i zaczęła zbierać nasiona do wyznaczonego słoika. Skorpius starał nie patrzeć się jej w dekolt. Odwracał wzrok. Gdy Rose skończyła i oddała nasiona nauczycielowi, Skorpius mógł odetchnąć z ulgą. Gdy wyszli z Sali jako ostatni blondyn podszedł do dziewczyny.
- Czemu nie możesz się spotkać??
- Mówiłam ci już, znaczy pisałam. James ma mi pomóc w lekcjach.
- Słabo kłamiesz… - Uśmiechnął się szyderczo blondyn.
- Nie prawda.
- Ta. James ma ci pomóc w nauce?? Śmieszne. Sam potrzebuje pomocy, oczywiście wtedy kiedy nie weźmie od kogoś i nie przepisze. – Ruda dobrze wiedziała, że popełniła błąd pisząc o Jamesie. Po prostu pisała bez zastanowienia. Postanowiła nic nie odpowiedzieć i odeszła. Za nią krzyknął Malfoy.
- A po za tym chyba nie będziecie się uczyć o 24?? Czekam na ciebie.
Rose poszła wściekła do pokoju. Gdy weszła, nie była jednak sama. Przy biurku siedziała jej przyjaciółka Rose .Anabelle była wysoką blondynką, o zielonych oczach.
- Rose!! – Ucieszyła się An i pobiegła do niej przywitać się. Przytuliła ją mocno.
- An!! Dusisz!!
- Przepraszam. Nie urosłaś przez ten czas. – Zaśmiała się przyjaciółka.
- Spadaj wielkoludzie. – Zaraz obydwie się śmiały. Rose usiadła koło Anabelle na łóżku.
- Czemu tak późno przyjechałaś??
- Rodzice mieli jakąś sprawę do załatwienia i musiałam zostać kilka dni dłużej.
- Jaka sprawa??
- Nic ważnego. No opowiadaj co mnie ominęło. – Rose opowiedziała przyjaciółce o sytuacji w pociągu. Wolała na razie nie wspominać o Spotkaniu z Pokoju Życzeń i o karteczkach na zielarstwie, a szczególnie o jej reakcji na słowa Skorpius’a.
- O co mu chodziło?? Pytałaś się go??
- Tak.
- I jak??
- Odpowiedział, że nie wie czemu to zrobił.
- I tylko tyle?!
- Tak…
- Oj ja już sobie z nim wyjaśnię.
- Nie!! Już dość nam się mieszałaś. Nie pamiętasz??
- Ile razy mam cię przepraszać za tych kilka nieudanych prób pogodzenia was??
- Długo.
- Nie zapomnisz??
- Ani mi się śni. A pyzatym sama sobie z nim poradzę.
- Masz plan??
- Myślałam o veritaserum.
- Nie możesz!! Jest zakazane!!
- Niby tak, ale co to dla nas wiecznie łamiemy zasady.
- Przypominam ci kto mnie do tego namawiał.
- Oj dobra chodź na obiad zgłodniałam. – Na obiedzie An była zajęta rozmowami z rodzeństwem Rose. Ruda zamyślona rozglądała się po stole Ślizgonów. Sama nie wiedziała po co to robi, ale jakaś część kazała jej sprawdzić czy Malfoy tam siedzi.
- Rose czy ty mnie słuchasz??
- Tak An.
- Powtórz.
- Co to co przed chwilą powiedziałam.
- Powiedziałaś do mnie czy cię słucham.
- A przed tym.
- No… Em… że ładna pogoda jest.
- Ta na pewno ta moja długa inspirująca wypowiedź była o pogodzie.
- Nie złość się.
************


Dziewczyny siedziały w pokoju. Anabelle zauważyła, że jej przyjaciółka jest znowu zamyślona.
- Co się stało??
- Co? Nic. Nic.
- Widzę, że jednak coś. O co chodzi.
- Nie umiem kłamać.
- Co?! Ty?! Rose Weasley?! Niby kłamać nie umiesz. Ha, nie rozśmieszaj mnie.
- Ale on tak na mnie działa…


- Kto?? Rose! Ja nie jestem wróżbitką! Wytłumacz mi wszystko od początku!
- No bo Skorpius…
- Skorpius?! Co on ci znowu zrobił?? Zaraz. Czy ty nazwałaś go po imieniu?!! – An była najlepszą przyjaciółką Rose od dawna. Wiedziała dobrze jakie Ruda i blondyn mają „Stosunki” do siebie. Dobrze wiedziała, że Rose  NIGDY nie powiedziała do niego po imieniu.
- Rose co się stało?? – Ruda opowiedziała jej o konferencji na lekcji. Dokładnie ( no prawie tyle ile zapamiętała) co było na było kartce.
- Ty przy nim głupiejesz.
- Wiem…
- James?! Ma cię uczyć?! I to o 24?! Nawet on by się domyślił, że kłamiesz, a reakcji on nie ma za szybkich.
- Wiem! – Zdenerwowała się Rose. – Zachowujesz się jak Kapitan po fakcie. Zrób coś domyśl się co źle zrobiłeś, a ja cię i tak upomnę co zrobiłeś źle.
- Rosie. Nie gniewaj się. I co spotkasz się z nim??- Zapytała podekscytowana An.
- Nie wiem… Raczej nie.
- Czemu??
- Masz ochotę spotkaj się z nim.
- Coś czuje, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. – I tak właśnie było. Rose nie powiedziała jej o spotkaniu w Pokoju Życzeń. Zrobiła najbardziej obojętną minę jaką umiała i odpowiedziała przyjaciółce.
-  No przecież powiedziałam ci już wszystko. No chyba, że chcesz żebym coś zmyśliła.
- Dobrze wierze ci. Nie zmyślaj.
- Idę się przejść do Jamesa.
- Ok. – Rose wyszła z dormitorium. W pokoju Wspólnym siedziała osoba do której zmierzała.
- James chodź się przejść.
- Ok. – Szli korytarzami w ciszy, którą przerwał James.
- Co chciałaś??
- Jak by ktoś pytał się z niewiadomych powodów  co robiłam, załóżmy, że o 24 powiedz temu komuś, że pomagałeś mi w pracy domowej.
- Ok, ale ty w zamian odpowiedź mi na 3 pytania.
- Ok.
- Kto? Po co Dlaczego?
- Oj tak tylko powiedziałam.
- Powtórzę po kolei. Kto??
- Ktoś.
- Jak ma na imię twój „Ktoś”??
- Malfoy.
- Po co miał by się pytać?
- Bo to idiota i chciał się ze mną umówić na 24.
- Po co??
- Pewnie chce mi jakiś żart zrobić lub coś gorszego.
- Dlaczego ja mam mu to powiedzieć??
- Bo palnęłam na szybko, że o tej godzinie pomagałeś mi w pracy domowej.
- Ok. Chodźmy do pokoju czas odrobić lekcje. – Przybliżył się do niej i szepnął. – Ale moje lekcje.
- Wiedziałam, że nie zrobisz tego tylko za odpowiedzenie na 3 pytania.
- Oj chodź nie marudź. – Ruda, można powiedzieć, że nie kłamała do 1 w nocy siedziała nad pracą domową razem z James’em. Tylko, że praca była jego. Szybciej by im to zajęło gdyby Anabelle lub Lilly pomogły im, ale one się uparły, że jak sami to zrobią to czegoś się nauczą w końcu. Rose wróciła do pokoju zmęczona. Padła na łóżko i tak jak była ubrana zasnęła.